Przykładowe konsultacje
Porady związane z ADHD
Problem:
Mój problem dotyczy syna z ADHD (deficyt koncentracji i impulsywność) i polega na tym, że syn nie potrafi się uczyć i ma bardzo słabą motywację do nauki. Miał przeprowadzone badania psychologiczne, jest bardzo inteligentny, ale ma mały zasób wiedzy i nie wiemy, jak go skłonić do nauki. W szkole w tamtym roku szkolnym był niesłusznie posądzony o pobicie ucznia. Sprawa otarła się o policję i sąd dla nieletnich (rozmowa wstępna, gdzie oczyszczono go z zarzutów - pobity przyznał, że pobił go inny chłopiec, który go zastraszył), co pogłębiło jego niechęć do szkoły, a właściwie do nauczycieli.
Myśli, że wszyscy nauczyciele go nie lubią i widzą w nim łobuza, choć to chyba tylko taka wymówka, żeby nic nie robić. Dużo gada na lekcjach, żartuje, bo myśli, że to się podoba (chyba uczniom, bo nie nauczycielom).
Ja i mąż pracujemy zawodowo i nie możemy mu poświęcić zbyt dużo czasu. Nie wiem, czy to jest ważne, ale on ciągle pyta, czy będę w domu, choć jak jestem, to nie czuje potrzeby, żeby ze mną rozmawiać, bo wychodzi do kolegów.
Gorzej zaczął się uczyć w gimnazjum (teraz jest w 3 klasie). W tym czasie wyjechała do Anglii jego siostra, z którą miał bardzo dobry kontakt, a która nie ma zamiaru wracać do kraju. Przyjeżdża tylko na urlop. Wcześniej, gdy miał 2,5 roku, ja wyjechałam do pracy za granicę na 1,5 roku. Może to ma jakiś wpływ na jego zachowanie. Wśród nauczycieli ma opinię zdolnego lenia, któremu na niczym nie zależy. W klasie jest 19 chłopców i 6 dziewcząt i większość z nich nie uważa na lekcjach. Klasa ma opinię bardzo trudnej. Piszę trochę chaotycznie, bo chciałabym jak najwięcej przekazać. Nie jestem zbyt zorganizowaną osobą. Gdy z nim rozmawiam, rozumie, że wykształcenie jest mu potrzebne, ale najlepiej gdyby przyszło samo.
Jak mamy postępować, by pomóc synowi w nauce i z zaprowadzeniem porządku w jego "zakręconym" świecie (robi wiele rzeczy naraz - podobnie jak ja, mąż jest zorganizowany) i jak w nim "obudzić" ambicje? Konrad ma naprawdę wielkie możliwości. Pani psycholog, z którą rozmawiałam twierdziła, że "szkoda by było zmarnować taki talent". Może mu poświęcić tylko 1 dzień w miesiącu. Powiedziała, że trzeba go bardziej pilnować przy nauce, a to nie zawsze mogę zrobić. Chciałabym otrzymać konkretne wskazówki, jak mam mu zorganizować dzień. Chodzi do szkoły od 8.00 do 14.30. Lubi sport, samochody. Jest zapominalski. Ja też (piszę trochę o sobie, bo właściwie to jest głownie mój problem, mąż nie ma cierpliwości). To jest dobry chłopiec, nigdy nie miał konfliktów z kolegami i właściwie my też nie mieliśmy z nim większych problemów. Jest trochę prędki, szybciej mówi, niż myśli, ale ma dobre serce. Tylko teraz, gdy przechodzi okres dojrzewania, to zaczął się problem. Czasem mam wrażenie, że w ogóle nie słucha, co do niego mówię. Mówi, że on to wszystko wie, ale postępuje inaczej. Mam nadzieję, że coś Pani z tego pisania wywnioskuje i będzie mogła pomóc. Czekam na wiadomość, z pozdrowieniami.
Odpowiedź psychologa:
Witaj,
Bardzo się cieszę, że postanowiła Pani przesłać mail z zapytaniem. Dziękuję za szczerość. Postaram się możliwie wyczerpująco odpowiedzieć na Pani problem. Aby nie pominąć żadnego z wątków, będę podpierała się Pani wypowiedziami.
był niesłusznie posądzony o pobicie ucznia, sprawa otarła się o policję i sąd dla nieletnich (rozmowa wstępna, gdzie oczyszczono go z zarzutów - pobity przyznał, że pobił go inny chłopiec, który go zastraszył), co pogłębiło jego niechęć do szkoły, a właściwie do nauczycieli. Myśli, że wszyscy nauczyciele go nie lubią i widzą w nim łobuza [...]
Możliwe, że Pani syn ma w szkole przypiętą łatkę "łobuza". Pełni w szkolę rolę tzw. "kozła ofiarnego" i cokolwiek by się nie stało, zawsze będzie winny. Bardzo ciężko jest zmienić przypisaną przez innych etykietkę, nauczyciele mają już wyrobioną opinię i pewnie nie starają się nawet jej zmienić (jest to wpisane w naturę ludzką, że pierwsze wrażenie, wyrobiona opinia, powoduje, że człowiek wpada w schemat myślowy, którego zmiana kosztuje wiele wysiłku).
Bardzo często dzieci z problemem ADHD uważane są przez nauczycieli nie tylko za trudne, ale również i takie, którym brak jest wychowania i twardej ręki, ‾ co oczywiście jest mitem na temat zaburzenia ADHD. Szkoła ma to do siebie, że nie lubi indywidualności, a Pani syn niewątpliwie do takich należy. Każde dziecko, nawet to najspokojniejsze, straciłoby motywację do nauki i chodzenia do szkoły, jeśli czułoby się nielubiane i odrzucane przez nauczycieli, i po części przez uczniów. Należy podkreślić, że Pani syn nie zachowuje się "źle" specjalnie, nie robi tego z premedytacją. Pani syn nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, dlaczego jego zachowanie wywołuje takie reakcje. Przecież tak się stara, a to jednak nie zostaje zauważone. Na pewno jego złe zachowanie jest od razu dostrzeżone, ale dobre pozostaje zignorowane. Syn w szkole przeżywa ciągłe porażki, więc traci motywację i do nauki i do chodzenia do niej.
Dużo gada na lekcjach, żartuje, bo myśli, że to się podoba (chyba uczniom, bo nie nauczycielom). [...] czasem mam wrażenie, że w ogóle nie słucha, co do niego mówię [...]
To, że syn dużo mówi, jest jednym z objawów nadruchliwości i impulsywności w ADHD. Nadmierna gadatliwość jest objawem zaburzenia. To, że sprawia wrażenie, jakby nie słuchał, co się do niego mówi, jest również objawem zespołu ADHD.
Nie wiem, czy to jest ważne, ale on ciągle pyta, czy będę w domu, choć jak jestem, to nie czuje potrzeby, żeby ze mną rozmawiać, bo wychodzi do kolegów.
Syn jest z pewnością bardzo do pani przywiązany. Pyta o Panią, bo bardzo by chciał, żeby miała Pani dla niego jak najwięcej czasu i poświęcała mu swoją uwagę. Dla dzieci (nie tylko z ADHD) bardzo ważną nagrodą jest uwaga ze strony rodziców. Dzieci potrafią walczyć o zdobycie uwagi dorosłego poprzez złe lub dobre zachowanie. Jeśli rodzice nie zwracają uwagi na dziecko w sytuacjach, gdy bawi się spokojnie, gdy jest niewidoczne, to potrafi zachowywać się w taki sposób, by tę uwagę skupić na sobie, np. poprzez złe zachowanie. Możliwe, że syn pyta, czy będzie Pani w domu, bo naprawdę zależy mu na obecności Pani, by po prostu Pani była. Jego zadaniem nie jest jednak wymyślanie Wam rozrywek, zajęć czy tematu do wspólnych rozmów. Spędzanie wspólnie czasu nie polega na tym, że siedzą Państwo w oddzielnych pokojach i zajmują się własnymi sprawami. Jeśli syn widzi, że Pani nie inicjuje żadnej zabawy czy rozrywki, to on organizuje ją sobie sam poprzez wyjścia z kolegami, co nie oznacza wcale, że nie zależy mu na Waszym wspólnie spędzonym czasie.
Gorzej zaczął się uczyć w gimnazjum (teraz jest w 3 klasie). W tym czasie wyjechała do Anglii jego siostra, z którą miał bardzo dobry kontakt, a która nie ma zamiaru wracać do kraju.
Wspomina Pani, że bardzo dobrze układały mu się kontakty z siostrą. Wprawdzie nie pisze Pani o tym, ale mam wrażenie, że to ona zajmowała się nim, gdy Pani pracowała, ‾ czyli w pewien sposób mogła zastępować mu matkę. Możliwe, że był z nią na tyle związany, że jej wyjazd okazał się ogromnym przeżyciem. Każda zmiana w życiu dziecka jest odczuwana ze zwiększona siłą, z pewnością musiał to bardzo przeżyć. Możliwe, że jest to jeden z powodów, dla którego pogorszyły się jego wyniki w nauce.
Przyjeżdża tylko na urlop. Wcześniej, gdy miał 2,5 roku, ja wyjechałam do pracy za granicę na 1,5 roku. Może to ma jakiś wpływ na jego zachowanie.
Ciężko jest mi powiedzieć, jaki wpływ miał Pani wyjazd na zachowanie syna. ADHD jest zaburzeniem, które nie ma swojej przyczyny w problemach emocjonalnych. Oczywiście problemy emocjonalne, brak konsekwencji w wychowaniu, chaos mogą nasilić objawy.
Gdy z nim rozmawiam, rozumie, że wykształcenie jest mu potrzebne, ale najlepiej, gdyby przyszło samo.
Pani syn rozumie, że wykształcenie jest najważniejsze, tylko że dla niego nic to nie oznacza. Dla niego są to zbyt odległe plany, by zaprzątać sobie nimi głowę. Zachęcam Panią, by spróbowała sobie przypomnieć, o czym Pani myślała, gdy była w jego wieku. Myślę, że ostatnią rzeczą była nauka, na samym początku znalazły się zapewne przyjemności. To trochę tak jakby palaczowi powiedzieć, że może mieć raka od palenia. Oczywiście zgodzi się z Panią, ale co z tego. Nie wierzę, że po takiej sugestii rzuci palenie. Aby syn odnosił sukcesy w nauce, należy dobrze go przypilnować. Zapewne zależałoby Pani, by to on sam miał na tyle silną motywację, aby wiedział, że bez nauki nic nie osiągnie i zostanie nikim. Jednak proszę pamiętać, że syn dodatkowo ma duże problemy z koncentracją uwagi. Jego uwaga zachowuje się jak kisiel w misce, tzn. w stronę, w którą Pani przechyli miskę, w tę masa się przeleje. Tak samo jest z uwagą syna. Tam, gdzie pojawi się bodziec, czyli tam, gdzie usłyszy dźwięk, będzie coś ciekawego, ktoś coś powie, coś interesującego przykuje wzrok - tam powędruje uwaga syna. On tego nie kontroluje, dlatego takie trudności sprawiają mu czynności, na których musi dłużej się koncentrować (jak odrabianie lekcji). Z tego powodu tak ważne jest, by pomagać mu przy lekcjach, czyli nakierowywać jego uwagę na zadanie.
Jak mamy postępować, by pomóc synowi w nauce i z zaprowadzeniem porządku w jego "zakręconym" świecie(robi wiele rzeczy naraz - podobnie jak ja, mąż jest zorganizowany) i jak w nim "obudzić" ambicje?
Ambicje mogą obudzić się w nim, gdy będzie osiągał sukcesy, gdy nie będzie miał poczucia, że wszystko, co robi, jest "do kitu". Karaniem można go tylko zniechęcić do pracy. Niejednokrotnie zdarza się, że dzieci z problemem ADHD mają obniżona samoocenę, a to przez to, że ciągle są uważane za te gorsze, które wszystkim sprawiają kłopot, nie uczą się itd. Większość z nas nie akceptuje lub też nie zauważa faktu, że objawy zespołu nadpobudliwości psychoruchowej powodują, że dziecko nie radzi sobie z obowiązkami, jakie nakładają na niego rodzice i nauczyciele, przy dobrym poziomie motywacji, chęci do działania, wysokiej inteligencji i chęci bycia jak najlepszym dzieckiem. Łatwiej jest wpaść w pułapkę myślenia, że niepowodzenia dziecka są jego winą, a nie że są spowodowane faktem, że nie przekształciliśmy jego świata tak, by mógł on sprostać powierzanym mu zadaniom. Jestem pewna, że ma Pani mądrego syna. Proszę również pamiętać, że jest on jeszcze dzieckiem, dlatego największa odpowiedzialność za jego teraźniejsze życie i funkcjonowanie spoczywa na rodzicach. To państwo muszą mądrze zagospodarować mu czas i przestrzeń, tak żeby zminimalizować poczucie chaosu. Najlepiej, aby jak najwięcej zajęć odbywało się o stałej porze, czyli posiłki, odrabianie lekcji, oglądanie telewizji, kąpiel - wszystko o jednej porze. Jeśli nie ma możliwości, by Pani pomagała mu w odrabianiu lekcji, może warto pomyśleć o pomocy wolontariusza lub zatrudnić pomoc w postaci studenta. Jeśli i to nie wchodzi w grę, to może Pani pilnować, by w odpowiednich porach (wcześniej wyznaczonych) odrabiał lekcje, a Pani będzie sprawdzała, czy wszystko jest zrobione. Warto porozmawiać z nauczycielami, by zapisywali osobiście zadania do wykonania w domu, będzie miała Pani wtedy pewność, co powinno być zrobione.
Pozdrawiam Cię serdecznie,
Kinga Frąckiewicz
Śmierć bliskiej osoby
Problem:
Pierwszego kwietnia umarła mi Mama. Zdaję sobie sprawę, że jest to bardzo krótki okres ale zawsze, gdy mam problemy, z którymi nie mogę sobie poradzić, szukam fachowej pomocy. Byłam bardzo związana z moją Mamą. Bardzo się kochałyśmy, ale też równie bardzo kłóciłyśmy. No ale tak było od lat i generalnie nie odczuwam z tego powodu wyrzutów sumienia. W roku 86 chyba przeszłam nawet terapię (nerwica lękowa), gdzie nauczyłam się (właściwie uczyła mnie terapeutka przez kilka lat), jak być asertywnym. Mama była osobą bardzo zaborczą, upartą, a ja nie potrafiłam się z tego wyzwolić. No, ale to było lata temu. Nie mam wyrzutów sumienia, że robiłam coś przeciwko Niej, robiłam tak jak ja uważałam, zresztą mam już prawie 50 lat więc i normalne jest, że to ja decyduję o sobie i moim życiu. Z Mamą czasami ciężko było wytrzymać, zawsze chciała postawić na swoim i obie z Jej siostrą nie raz się buntowałyśmy. Kochałam i kocham Ją jednak bardzo i uważam, że była najlepszą Mamą pod słońcem i tu zaczyna się problem. Około listopada najpierw Mama zaczęła się buntować, że jest chora, że umiera, a my z ciocią za mało jej czasu poświęcamy [...]
Opisałam to, ponieważ sama nie wiem, nie rozumiem. Przez te kilka miesięcy codziennie praktycznie czułam potworny lęk, że usłyszę telefon ze szpitala, że Mama nie żyje. Nienawidziłam wręcz telefonu - każdy przyprawiał mnie o skurcz w sercu.
Dopadł mnie taki lęk, że nie byłam w stanie jechać sama. Pojechałam z kuzynką i to, co zobaczyłyśmy, było okropne! Straszne cierpienie, nigdy czegoś takiego nie widziałam. Nie mogłam nawet Mamy za rękę wziąć, tak się męczyła i właściwie była chyba pod wpływem silnych narkotyków, bo błądziła oczami. Musiałam to opisać, aby Pani mogła, chociaż mniej więcej zrozumieć i pomóc. Moim problemem jest to, że im dalej, tym gorzej. Na cmentarz chodzę rzadko, po prostu tam dociera do mnie ta rzeczywistość, nigdy nie lubiłam cmentarzy, a teraz wręcz nie cierpię. Jednak nie ma chwili, abym o Niej nie myślała. Non stop. Generalnie nie mam wyrzutów sumienia. Od kilku lat mówiłam Mamie, jak mocno Ją kocham, Ona niedawno też zaczęła mi to mówić. Nie wierzyłam, że umrze, ale chciałam świadomie często Jej mówić, jaka jest ważna dla mnie. I stało się coś, czego nie umiem się pozbyć. Mam po prostu lęki (dziwne, bo moja ciocia przeżywa to samo). Kiedyś uwielbiałam sama siedzieć w domu, wykonywałam wszystkie czynności, cieszyłam się, że mam chwilę dla siebie. A teraz, mimo że chciałabym, aby to wróciło, bardzo się boję zostawać sama w domu. Ba, nawet jak ktoś jest, ja się czuję potwornie nieswojo. Boję się spojrzeć w lustro, boję się, że coś tam zobaczę. Okropnie męcząca fobia. Ja bardzo bym chciała, aby to się zmieniło, abym zrozumiała, że nic mi nie grozi, że jestem bezpieczna. Miałam takie coś jak umarł ojciec, ale krótko. Umiałam sobie wytłumaczyć, ale teraz nawet jak jadę sama samochodem, czuję się nie komfortowo i strasznie.
Rozumiem, że jestem w żałobie. Że z każdym dniem brakuje mi Jej coraz bardziej. Rozumiem, że żałobę trzeba przeżyć. Ale przeraża mnie ten irracjonalny lęk i nie chcę go pogłębiać, tylko jak najszybciej wyrzucić z mojej psychiki - stąd prośba o pomoc.
Pozdrawiam ciepło.
Odpowiedź psychologa:
Po kilkumiesięcznej przerwie mamy okazję ponownie się spotkać i wspólnie poprzyglądać się Twoim trudnościom. Dziękuję Ci, że obdarzyłaś mnie takim zaufaniem i w trudnej chwili postanowiłaś zasięgnąć mojej opinii.
Zdaję sobie sprawę z tego, że mama była dla Ciebie bardzo ważną osobą. Piszesz o tym, że łączyła Was bardzo silna więź. Mama była stanowczą i zaborczą osobą. W pewnym momencie w Twoim życiu ta jej siła i narzucanie innym swojego zdania stała się dla Ciebie problemem. Z tego też względu podjęłaś terapię. Chciałaś nauczyć się komunikować z nią w taki sposób, by mieć poczucie niezależności, umieć jasno wyznaczać granice, poza które nie chciałaś, by mama wkraczała i jednocześnie zależało Ci, by Wasza relacja stała się bardziej partnerska. Myślę sobie, że to bardzo ważne, iż zauważasz te dobre chwile między Wami, ale również i te sytuacje czy reakcje, które chciałabyś, by wyglądały inaczej, które Cię raniły. Nigdy nie jest tak (nawet w patologicznych, czy w bardzo kochających się rodzinach), że wszystko jest złe albo bardzo dobre. Rzeczywistość jest taka, że zdarzają się przykre sytuacje między dzieckiem a rodzicem, ale są również te wspaniałe momenty. Istnieje także miłość bezwarunkowa, że tak powiem z racji krwi. Ta miłość jest bardzo łącząca, czasem nawet zobowiązująca do czegoś.
Mam wrażenie, że w niektórych sytuacjach czułaś się niesprawiedliwie potraktowana przez matkę. Może liczyłaś, że doceni to, co dla niej robiłaś. Przecież przychodziłaś do niej prawie codziennie, zaniedbywałaś w ten sposób własne życie. A jednak Twoje zaangażowanie nie zostało przez matkę dostrzeżone, wręcz przeciwnie, Twoja mama uznała, że to, co robisz, to za mało, że należy jej się więcej. Mogę sobie tylko wyobrazić, że takie podejście Twojej mamy mogło być dla Ciebie dość trudne. Brak docenienia przez osobę, która jest dla nas ważna i której poświęcamy tyle uwagi, może powodować frustrację, zniechęcenie, nawet spadek energii i zadowolenia z tego, co robimy.
Nie wiem, czy tak było z Twoją mamą, ale niekiedy rodzice mają takie przekonanie, że dzieci są po to, by opiekować się rodzicami ‾ dzieci są po to, by mogły poświęcić się rodzicom. W ten sposób każdy przejaw niezależności dzieci czy zwykła higiena emocjonalna, która należy się każdemu - odbierana jest jako przejaw braku miłości, nieposłuszeństwa, braku szacunku etc. Jednak takie podejście do wychowania czy też posiadania dzieci jest niezwykle raniące. Wychowujemy dzieci dla świata, a nie dla własnych korzyści. Rodziców powinno cieszyć to, że udało im się wychować dziecko tak, że jest ono niezależne, że chce stworzyć swoją własną komórkę społeczną, że jest samodzielne etc. Twoja mama ewidentnie wzbudzała w Tobie poczucie winy. Poczucie winy, jest jedną z pięciu głównych emocji, które, że tak powiem, zatruwają krew. Oprócz poczucia winy do tych emocji należą jeszcze: gniew, uraza, smutek, lęk. Złość jest próbą odzyskania kontroli nad innymi lub sobą. Poczucie winy jest w pewnym sensie bardzo bliskie złości, z tym że złość jest wyrażona na inne osoby, a wina to złość na samą siebie. Stąd poczucie winy jest tak toksyczne, że powoduje, iż podświadomie karzesz siebie za to, kim jesteś.
Oczywiście mogę się mylić w swojej interpretacji, dlatego sprawdź, czy to, o czym piszę, tyczy się Ciebie. Mam wrażenie, że wzbudzanie poczucia winy sprawiło, że czułaś się złą córką, która nie spełnia oczekiwań rodzica. Pisałaś również o tym, że pielęgniarka w szpitalu, w którym mama przebywała pod koniec swojego życia - wyraziła swoją dezaprobatę, gdyż nie byłaś przy mamie. Wyobrażam sobie, że jej słowa mogły Cię bardzo zaboleć, bo w pewnym sensie "potwierdziły" to, co mama przekazywała nie wprost. Rozumiem, że już od dłuższego czasu byłaś narażona na ogromny stres. Martwiłaś się o zdrowie mamy. Ten stres zapewne nie był obojętny dla Twojego samopoczucia i odczuwanego nastroju. Obecnie przeżywasz silne lęki. Lęk powoduje, że nie umiesz cieszyć się samotnością. Kiedyś cieszyłaś się samotnym spędzaniem czasu w domu, umiałaś sobie znaleźć ciekawe, satysfakcjonujące zajęcie. Piszesz, że boisz się zostawać sama w domu i nawet jak ktoś jest przy Tobie, to nadal odczuwasz niepokój. Ważne jest, byś przyjrzała się, czego dotyczy ten lęk. Czego konkretnie się boisz? Opisz to dokładnie.
Wspominasz również o tym, że boisz się spojrzeć w lustro. Co sprawia, że widok siebie w lustrze Cię przeraża?
Masz rację. To, co obecnie przeżywasz, to stan żałoby. Oczywiście ten okres jest bardzo potrzebny, gdyż pozwala pożegnać się ze zmarła osobą. W żałobie jest normalne, że odczuwamy różnego rodzaju skrajne emocje i stany. Od poczucia winy, że zrobiłaś za mało, bo przecież można było zrobić coś więcej czy lepiej, poprzez smutek spowodowany brakiem tej osoby, żal, że nie zdążyło się powiedzieć czy zrobić czegoś, żal, że już nigdy nie będzie tak jak dawniej, że te dobre chwile, które zdarzały się w Waszej relacji, już nigdy nie powrócą. Chciałabym zaproponować Ci pewne zadanie, które może okazać się pomocne w radzeniu sobie ze stratą.
Relacje partnerskie
Problem:
Mój problem dotyczy związku. Jestem z chłopakiem od roku, mam 24 lata, on 25. Oboje jeszcze studiujemy. Mój chłopak jest bardzo zaradnym i dobrym człowiekiem, jestem z nim naprawdę szczęśliwa, wydaje mi się, że dopiero poznałam, co to miłość.
Dominik wychowywał się bez ojca, ponieważ jego tata zmarł, gdy Dominik miał 10 lat. Mieszka obecnie z mamą i młodszą siostrą. Na początku nie widziałam żadnego problemu. Podobało mi się, że pochodzi ze spokojnego, ułożonego domu, gdzie nikt nie pije, a nawet nie pali.
Kiedy były Dominika urodziny, kupiłam mu koszulę na prezent, jego mama zobaczyła i też poprosiła, żebym od niej kupiła koszulę, bo dwie na pewno się przydadzą. Potem były jego imieniny i chciałam zrobić mu ciasto, to ona też zrobiła. Na gwiazdkę zdradziłam jej, że kupię mu pościel, to od niej też dostał pościel.
Widać, że jest z niego bardzo, ale to bardzo dumna, w domu Dominik ma decydujące zdanie. Na mamy urodziny zaprosił ją do restauracji i stwierdziliśmy, że ja z nimi nie pójdę, bo będzie bardziej zadowolona.
Młodsza siostra, Iwona, ma 20 lat, bardzo ją lubię, jest miła i chyba też mnie lubi, ale ostatnio denerwują mnie relacje między nimi. Np. Iwona się kąpie, a Dominik wchodzi normalnie do łazienki. Albo Iwona wskakuje mu na kolana, albo siedzą na kanapie i się dotykają po rękach albo przytulają. Jak jestem z nimi czasem razem, czuję się źle, bo Dominik jakby do niej się częściej zwraca, np. jesteśmy we trojkę, a Dominik do Iwony mówi: "Iwonko, zobacz, jaki fajny samochód", takie sytuacje są dość często. Albo inna sytuacja. Mamy gdzieś we dwójkę jechać i do ostatniej chwili tak myślałam, a w końcu z nami Iwona jedzie, a ja się dowiaduje o tym dopiero, jak wsiada z nami do samochodu.
Jakiś czas temu Iwona zaproponowała nam wyjazd na długi weekend, ja lubię wyjeżdżać, więc się ucieszyłam, ale Dominik się nie zgodził, bo powiedział, że on nie pojedzie, jeśli Iwona w pracy nie podpisze do końca kwietnia 20 umów. On niby chce dobrze dla niej, bo chce ją zmotywować do pracy, ale mnie to przeszkadza, że mój wyjazd zależy od niej. Zdenerwowałam się i powiedziałam, co o tym myślę, to on powiedział, że mogę sama jechać, ale on dobrze o tym wie, że ja i tak tam bez niego nie pojadę. A poza tym już mi się nie chce tam jechać, bo po co się pchać w taką atmosferę.
Ostatnio Iwona mnie spytała, czy koleżanki mi zazdroszczą chłopaka. Powiedziałam, że nie, bo taka jest prawda. One obie są nim jakby zauroczone, co on powie - tak jest w domu. Mnie zaczęło to przeszkadzać. Ciekawa jestem, czy jak się pobierzemy, bo takie mamy plany, to coś się zmieni. On chce zostać po ślubie w domu, ale ja sobie tego nie wyobrażam. Proszę o radę, bo może to ja przesadzam, już sama nie wiem. Jest mi źle z tym, bo wiem, że w jego życiu zawsze będę na 3 miejscu, choć on mnie zapewnia, że tak nie jest.
Pozdrawiam
Odpowiedź psychologa:
Witaj, Magdo, W swoim liście opisujesz, jakie relacje panują między Twoim chłopakiem a jego matką i siostrą. Rozumiem, że są to bardzo bliskie relacje. Cała rodzina Twojego chłopaka jest sobie bardzo bliska. Z siostrą łączy go przyjaźń, z matką bardzo silne przywiązanie. Wydaje się, jakby Twój partner przejął rolę opiekuna rodziny - mężczyzny rodziny. W ten sposób wypełnił lukę po nieobecnym już ojcu. Z tego, co zrozumiałam, to cała jego rodzina jest bardzo dumna z takich relacji.
I nagle, w całej tej zażyłości, pojawiłaś się TY. Twoja obecność wprowadziła pewne zamieszanie w domu. Mama, choć jest bardzo miła, to jednak walczy o względy syna. Matki często są zazdrosne o swoich synów i potrafią dać szczególnie boleśnie do zrozumienia, że żadna kobieta nie sprosta wymaganiom względem ich synów (tak jak spełnia je matka). A te wymagania względem ich synów to nic innego jak klasyczna zazdrość o "swojego" mężczyznę. Siostra, pomimo że macie bardzo dobry kontakt, nadal traktuje Twojego chłopaka jako najważniejszego mężczyznę w domu. Zresztą Twój chłopak (mam poczucie) bardzo dobrze czuje się w takiej roli.
Jest tak, że system rodzinny (w tym wypadku Twój chłopak, siostra i mama) ciągle dąży do utrzymania tzw. homeostazy, czyli stabilności relacji rodzinnych. A zatem, pomimo że stałaś się osobą, która po części burzy tę homeostazę, to jednak rodzina się mobilizuje i robi wszystko (świadomie lub nie świadomie), by tę stabilność utrzymać.
Tak sobie myślę, Magdo, że dla Ciebie to musi być bardzo kłopotliwa sytuacja. Jeśli miałabym wyrazić moją opinię, to jest to dość nienaturalne, że w dorosłym wieku pomiędzy siostrą a bratem i bratem a mamą panują tak silne relacje. Dorastanie polega na tzw. "odpępkowieniu" się od rodziców. Wtedy proces wychowania przebiega prawidłowo i dziecko można wysłać w świat, by od tej pory pracowało na własną rękę, czyli zakładało swoją rodzinę, utrzymywało się, popełniało własne błędy etc.
"Odpępkowienie się" od rodziców w żadnym wypadku nie jest zdradą wobec nich - jest naturalną koleją życia. Proszę spojrzeć, jak zbudowany jest świat - przyroda - mamy w świecie zwierząt wychowują swoje młode tak długo, jak długo młode są niesamodzielne. Następnie same zachęcają je do opuszczenia wspólnego gniazda, same wypuszczają je w świat, pozwalając żyć swoim życiem. Taka jest naturalna kolej rzeczy. W przypadku ludzi również. :)
Z Twojego opisu widać jednak, że więzi w tej rodzinie są tak silne, że nikt nie daje Twojemu partnerowi (łącznie z nim samym) przyzwolenia na to, by być samodzielnym.
Piszesz o tym, że czujesz się zazdrosna. Jest to dość zrozumiałe w sytuacji, gdy zazwyczaj jesteś ważna na równi z siostrą i mamą, a czasem czujesz się mniej ważna niż jego siostra... Jednak związek partnerski polega na tym, by być dla siebie takim małym światem. A w Waszym małym świecie jest zwyczajne przeludnienie.
Mówi się, że dwie osoby to para, a trzy osoby to tłum. Odnoszę wrażenie, że siostra z mamą w Waszym związku robią tłum.
Zastanawiasz się nad tym, czy po ślubie coś się zmieni, czy staniesz się wtedy ważniejsza dla męża od innych kobiet w tym domu. Magdo, pokusiłabym się o stwierdzenie, że po ślubie na pewno nie będzie lepiej, ale może być gorzej. ;) Ważne jest to, by przed ślubem ustalać, rozmawiać, negocjować na tematy sporne i trudne. Jeśli teraz nie nauczycie się rozwiązywać problemów, to nie ma się co łudzić, że ślub stanowi jakąś magiczną bramę, która otwiera wszystkie drogi - również tę do konstruktywnej rozmowy.
Dlatego bardzo zachęcam Cię, byś rozmawiała ze swoim chłopakiem. Ważne jest to, byś mówiła o swoich uczuciach, czyli o tym, jak Ty się czujesz w sytuacji, gdy nie zaprasza Cię na kolację, gdy masz poczucie, że więcej uwagi poświęca siostrze, gdy patrzysz, jak on z siostrą głaszczą się po ręku.
Używaj komunikatu JA, mów, jak na Ciebie działa zachowanie czy słowa chłopaka, jak na nie reagujesz. Kiedy używasz komunikatu typu JA, pozostajesz na swoim własnym terytorium psychologicznym i z szacunkiem traktujesz drugą osobę. Jest to asertywny sposób komunikacji, gdyż nie obwiniasz drugiej osoby i nie atakujesz jej.
Przykład: Kiedy nie zapytałeś się mnie o zdanie w związku z wyjazdem na weekend majowy (zachowanie drugiej osoby), myślałam, że moje zdanie się nie liczy, czuję się zlekceważona, mniej ważna etc. (odczucie). Możesz w tym miejscu wyrazić swoją prośbę: czy następnym razem, kiedy zaplanujemy jakiś wyjazd, mógłbyś zapytać mnie o zdanie i wziąć pod uwagę moje plany i oczekiwania?
Samopoczucie w pracy
Problem:
Witam!!!
Mam na imię Kacper. Na samym początku chciałbym napisać trochę o tym, kim jestem i czym się zajmuję. Zacznę może tak: mam 22 lata, w grudniu skończę 23. Mieszkam w jednopokojowym mieszkaniu z swoimi rodzicami i młodszą siostrą. Mam dziewczynę, ma na imię Ela i mieszka w miejscowości oddalonej od mojej o 20 km. Spędzamy ze sobą dużo czasu, choć naprawdę najwięcej czasu obecnie poświęcam pracy. I tu przy pracy chciałbym się na momencik zatrzymać.
Jestem z wykształcenia Ratownikiem Medycznym, pracuję w dwóch placówkach pogotowia ratunkowego. W jednej mam pełny etat, natomiast w drugiej tylko dorabiam. W sumie mam około dwudziestu kilku 12-godzinnych dyżurów miesięcznie. Pracę zacząłem w październiku ubiegłego roku. Bardzo lubię swoją pracę, jednak od pewnego czasu dzieje się ze mną coś niedobrego. Nie umiem tego bliżej określić ale postaram się choć troszkę przybliżyć swój problem.
Mianowicie od pewnego czasu brak mi kompletnie pewności siebie. Kiedy zaczynam dyżur, jest jeszcze w miarę OK, ale po niedługim czasie zaczynam jakby zamykać się w sobie, przestaję się odzywać. Kiedy próbuję powiedzieć coś do kogokolwiek, to język jakby mi się plątał, żarty, które próbuję opowiadać, wydają się kompletnie nieśmieszne. Kiedy natomiast jadę na jakąś akcję i muszę rozmawiać z pacjentem, brakuje mi słów, a przedmioty wylatują mi z rąk. Mam wrażenie, że niczego nie potrafię zrobić dobrze. Moje reakcje stają się powolne.
Pomyślałem sobie, że może za dużo pracuję. Wyjechałem więc z dziewczyną na 2-tygodniowe wakacje do mojej drugiej siostry do Irlandii. Miło spędziłem tam czas, odstresowałem się. Myślałem, że kiedy wrócę, wszystko będzie OK, ale niestety się pomyliłem, bo wszystko wróciło już na pierwszym dyżurze.
Czasami jednak, kiedy blokada ze mnie schodzi, choć nie wiem, czemu, wydaje mi się, że tak sama od siebie, jestem wesoły, kawałami potrafię sypać jak z rękawa i wraca mi zapał do pracy. Niestety zdarza się to bardzo rzadko, a w ostatnim czasie (nie wliczając wakacji) prawie w ogóle.
Poza tym ogólnie w życiu brakuje mi radości, po prostu nie potrafię cieszyć się tak jak kiedyś, nawet jeśli dzieje się coś miłego, to jestem zadowolony, ale kiedyś raczej byłaby to euforia - po prostu to już nie to samo.
Bardzo proszę o pomoc i radę, jak znowu nabrać pewności siebie i jak cieszyć się życiem.
Z góry dziękuje Kacper
Odpowiedź psychologa:
W moich odpowiedziach będę często zadawała różne pytania. Zachęcam Cię, byś szczerze próbował odpowiedzieć na nie. Jeśli nie będziesz miał ochoty pisać, to warto byłoby, byś sam przed sobą przyznał się, co myślisz na dany temat. Nie pozostawiaj pytań bez odpowiedzi.
Kacprze, z Twojego maila zrozumiałam, że Twoim największym problemem jest zachowanie i Twoje samopoczucie w pracy. Piszesz, że towarzyszy Ci często brak pewności siebie, który objawia się tym, że jesteś małomówny, że trudno jest Ci rozmawiać z pacjentami. Masz poczucie, że język odmawia Ci posłuszeństwa. Masz wrażenie, że Twoje działania nie są tak szybkie, jak to było kiedyś. Rozumiem, że Takie kłopoty pojawiają się tylko i wyłącznie w pracy? Kacprze, czy kiedykolwiek w przeszłości odczuwałeś podobne objawy?
W Twoim wypadku odczuwane dolegliwości mogą być reakcją na przewlekły stres. Jak rozumiem, jest to Twoja pierwsza praca jako Ratownik medyczny?
Z mojego punktu widzenia z założenia praca ratownika jest to bardzo odpowiedzialną i stresującą pracą. Codziennie masz do czynienia z ludzką tragedią. Wymagane jest od Ciebie, by szybko udzielać pomocy, szybko reagować. Mogę się tylko domyślać, że jeśli to jest Twoja pierwsza praca, a Ty jesteś stosunkowo młodą osobą, to nie masz takiej wiedzy i doświadczenia jak inne osoby, które jeżdżą w od wielu lat. Punktem wyjścia, by przeżywać ciągłe stresy, jest zatem podświadomy brak wiary w własne zdolności i umiejętności. W związku z tym wiele pracy wkładasz w każde zadanie i przejmujesz się jego rezultatem. Zawsze wydaje Ci się jednak, że mógłbyś lepiej, szybciej, efektywniej coś zrobić. Jeśli nawet efekt jest rewelacyjny, to i tak nie przypisujesz sobie w nim udziału, tylko uważasz, że to zasługa czynników zewnętrznych. Możesz mieć uczucie braku kompetencji, co jest jednocześnie normalne, ale również może wpływać na brak zaufania do siebie, jak również powoduje przeżywanie ogromnego stresu. Kacprze, wziąłeś na siebie bardzo dużo obowiązków. Masz pracę stresującą i dodatkowo pracujesz więcej, niż to przewiduje etat.
Piszesz, że masz dziewczynę, której chcesz poświęcić swoją uwagę, co również wiąże się z aktywnym spędzaniem czasu. Poza tym piszesz, że mieszkasz wraz z rodzicami i młodsza siostrą w jednopokojowym mieszkaniu, co także nie daje Ci możliwości odpoczynku, wyciszenia się. A w tym wszystkim masz jeszcze poczucie winy, że nie wystarcza Ci czasu na to wszystko, co sobie zaplanowałeś, i że nie potrafisz cieszyć się tym, co masz.
Kacprze, stres jest to różnica pomiędzy wymaganiami, jakie sobie stawiasz, a zasobami, jakie masz. Jak rozumiem, w Twoim wypadku stawiasz sobie wysoko poprzeczkę?
Pracujesz na 1,5 etatu. Chcesz pogodzić życie zawodowe i prywatne, jesteś ambitny. Tyle że pamiętaj, że dzień ma tylko 24 godziny. W tym czasie musisz mieć czas dla siebie, na odpoczynek, zregenerowanie sił, przyjemności, pracę, rodzinę, dziewczynę. Niestety doba nie jest z gumy i nie rozciągnie się tak, byś miał czas na pełny wypoczynek.
Piszesz: od pewnego czasu dzieje się ze mną coś niedobrego Od jak dawna masz opisane przez siebie dolegliwości?
Czasami jednak, kiedy blokada ze mnie schodzi [...] W jakich sytuacjach ta blokada z Ciebie schodzi? Jak długo może trwać ten stan, gdy nie jesteś spięty blokadą? Co sprawiło, że właśnie teraz postanowiłeś zgłosić się o poradę do psychologa?
Kacprze, czy mógłbyś opisać, w jaki sposób odpoczywasz? Z pewnością masz swoje sprawdzone metody, którymi starasz się niwelować stres, z lepszym lub gorszym skutkiem. Wymień kilka sposobów, jakie przychodzą Ci do głowy i zaznacz na skali od 0 do 10, jak bardzo stosowanie tych metod pomaga Ci uporać się ze stresem (0 ‾ w ogóle nie pomaga, 10 ‾ bardzo pomaga).
Pozdrawiam Cię serdecznie,
Kinga Frąckiewicz
Kleptomania u dzieci
Problem:
Mam problem z córką i pytanie: jak rozpoznać kleptomanię u dzieci (12 lat)?
Odpowiedź psychologa:
Postaram się odpowiedzieć na Pani pytanie, chociaż nie będzie to łatwe. Przede wszystkim za mało wiem o Pani córce, żeby móc wysunąć hipotezę, że mogą u Pani córki występować objawy kleptomanii, poza tym diagnozy nie można postawić drogą internetową. W tym celu najlepiej udać się z córką do poradni psychologicznej. To, co mogę zrobić, to przybliżyć Pani, na czym polega zaburzenie kleptomanii i poradzić, na co dobrze byłoby zwrócić uwagę, obserwując zachowanie córki.
Kleptomania nie jest dobrze poznanym zaburzeniem. Przypuszcza się, że należy do grupy zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych (tak jak najbardziej chyba znane przymusowe mycie rąk). Człowiek odczuwa silny przymus do wykonania jakiejś czynności, w tym wypadku do przywłaszczenia sobie cudzego przedmiotu. Nie jest ważne, czy przedmiot ten jest wartościowy i potrzebny, osoba chora na kleptomanię kradnie nie dlatego, żeby zdobyć przedmiot, ale po to, by rozładować napięcie, które czuje. Kleptomania ma też coś z uzależnień. Oprócz poczucia obniżenia napięcia daje chwilowe poczucie euforii po tym, kiedy uda się dokonać kradzieży. Tak jak hazard, uzależnienie od seksu czy narkotyków. Kiedy poczucie ulgi i euforii mija, przedmiot często ląduje w koszu, a potem pojawiają się wyrzuty sumienia z powodu dopuszczenia się kradzieży i lęk przed tym, że impuls do kradzieży pojawi się znowu, i osoba nim owładnięta będzie znów zmuszona powtórzyć swój czyn. Potrzeba zwykle dłuższej psychoterapii, żeby pozbyć się tego problemu.
Nie potrafię stwierdzić, czy u Pani córki występuje kleptomania. Nie spotkałam się osobiście z przypadkiem, żeby kleptomania wystąpiła u dziecka. Natomiast samo zjawisko kradzieży występuje u dzieci często. Powody zazwyczaj są emocjonalne. Myślę, że przede wszystkim należy poszukać czynników w życiu Pani córki, które mogłyby wpływać na jej emocje, na pojawienie się u niej stresu czy poczucia odrzucenia. Dopiero kiedy wykluczymy te czynniki, można doszukiwać się powstania zaburzenia u córki.
Nie napisała Pani, z jaką częstotliwością zdarzają się przypadki zabierania cudzych przedmiotów przez Pani córkę. Przy kleptomanii takie epizody występują bardzo regularnie. Ważne jest to, w jakich okolicznościach wystąpił po raz pierwszy epizod kradzieży. Czy w życiu córki nastąpiła jakaś zmiana, która mogłaby szczególnie wpłynąć na jej emocje, spowodować stres? Dzieci posuwają się do kradzieży najczęściej po to, żeby zwrócić na siebie uwagę dorosłych. Kradzież jest czynem szczególnie piętnowanym, więc taki postępek nie przejdzie niezauważony. Najgorsza kara, nagana, jest dla dziecka lepsza niż obojętność. Dzieci bardzo subiektywnie odbierają świat. Być może z Pani punktu widzenia córka nie ma powodu, żeby czuć się odrzuconą, jednak ona widzi to inaczej. Często dzieci posuwają się do kradzieży, kiedy przychodzi na świat ich rodzeństwo, czują się zrzucone z piedestału, uwaga rodziców nie jest już w 100% poświęcana im. Mogą być bardzo różne powody dla nas niezrozumiałe, dla których dziecko czuje się odsunięte. Może rodzice poświęcają mu mniej czasu niż kiedyś, może nie robią już tego, co robili z nim kiedyś, a może dziecko przeżywa inne sytuacje stresowe i poprzez kradzież obniża napięcie wywołane stresem.
Dobrze by było, gdyby spróbowała Pani poświęcić swojej córce więcej czasu, uwagi. Rozmawiała z nią. Nie tylko o sytuacji kradzieży (choć jeżeli chce o tym rozmawiać, to bardzo dobrze). Nie należy koncentrować się specjalnie na tej sytuacji. Rozmawiajcie o wszystkim. Niech pani stara się uczestniczyć w jej życiu, dużo ją chwalić, spędzajcie czas na wspólnych aktywnościach, które przynoszą Pani córce radość. Być może źródła problemu nie należy szukać w domu, tylko poza domem. Może Pani córka zaprzyjaźniła się z dziećmi, którym imponuje kradzież? Warto przyjrzeć się temu. Jeżeli nie zauważy Pani przyczyny, która mogłaby wpłynąć negatywnie na emocje córki, a jej zachowanie nie zmieni się, mimo że poświęci jej Pani więcej czasu, warto skorzystać z wizyty u psychologa dziecięcego.
Mam do Pani jeszcze jedno pytanie i prośbę jednocześnie. Są osoby, które potrzebują pomocy i wsparcia psychologa, jednak z różnych powodów czują obawę przed podzieleniem się z psychologiem swoimi problemami. Pani zgoda na zamieszczenie maila z opisem Pani problemu wraz z moją odpowiedzią może pomóc takim osobom i zachęcić je do skorzystania z psychologicznego wsparcia.
Osoby, które zobaczą, jak wygląda kontakt ze specjalistą przez Internet, będą mogły przekonać się, że psycholog odpowiada na maile z życzliwością, zobaczą, że mogą poczuć się bezpiecznie w takim kontakcie . Być może dzięki temu zdecydują się na kontakt z psychologiem i sięgną po pomoc, nie zostając samemu ze swoim problemem.
Stąd moje pytanie i zarazem prośba: czy zgodziłaby się Pani na umieszczenie, oczywiście anonimowo (zmienimy wszystkie dane personalne) Pani listu wraz z moją odpowiedzią na stronie internetowej „Pychorady”?
Pozdrawiam Cię serdecznie,
Kinga Frąckiewicz
Czy to jeszcze melancholia, czy już depresja?
Problem:
Piszę do Pani, ponieważ mam problem ze sobą. Sam nie wiem, co jest nie tak. Mam 20 lat, od października zacząłem studia w Warszawie na wydziale aktorskim. I tak na pierwszy rzut oka to jestem młodym, szczęśliwym, prężnie rozwijającym się chłopakiem. Są chwile, i to nawet nierzadko, kiedy rzeczywiście tak jest, że czuję się pełen energii, pozytywnie nastrojony i ochoczy do pracy i wydaje mi się, że to wszystko, co mnie otacza, ma sens.
Ale często pojawiają się w moim życiu takie chwile, kiedy to, co robię, wydaje mi się bezsensowne, ta cała praca nad sobą, swój rozwój i czuje się wtedy jakoś obco. Że czegokolwiek się podejmuję, robię to na siłę, z przymusu, że po prostu robię to, bo tak trzeba (trzeba się uczyć, trzeba chodzić na zajęcia, trzeba się rozwijać itd.) w ogóle nie odczuwam satysfakcji ani motywacji. I przy tym nie mogę spać.
A najgorsze jest to, że tak naprawdę nie wiem, co jest tego konkretną przyczyną. Zaczęło to się wtedy, gdy rozstałem się z dziewczyną, no i wtedy zacząłem poszukiwać sensu i celu swojego życia, bo moje życie to było jedno wielkie cierpienie. Wiem, że aktorstwo jest moją pasją i to jest to, co chciałbym robić w życiu, ale cieszy mnie ono tylko wtedy, gdy na scenie udaje mi się dobrze zagrać, a w momencie, gdy mi coś gorzej pójdzie, to od razu jakoś spada mi energia i nic mi się nie chce.
Nie chciałbym Pani zadręczać moimi problemami, ale chciałbym z tym coś zrobić, pokonać moje lęki i słabości. Ale pojęcia nie mam jak.
Odpowiedź psychologa:
Wyobrażam sobie, że rozstanie z Twoją dziewczyną było dla Ciebie bardzo trudnym i bolesnym wydarzeniem. Domyślam się, że właśnie to doświadczenie wywołało w Tobie apatię, pozbawiło motywacji do działania. Napisałeś: "w momencie, gdy mi coś gorzej pójdzie, to od razu jakoś spada mi energia i nic mi się nie chce". Myślę sobie, że dopóki miałeś przy sobie osobę, która dawała Ci poczucie, że jesteś wartościowy i kochany, łatwiej było Ci znosić porażki. Nie załamywały Twojego poczucia własnej wartości.
Teraz, kiedy zabrakło ukochanej osoby, która potwierdzała Ci Twoją wartość, zabrakło Ci tego poczucia, ze jesteś tak samo wartościową osobą, niezależnie od zewnętrznych wydarzeń, niezależnie od tego, czy w jakiejś sytuacji sprawdzisz się lepiej czy gorzej.
Być może nie dowiedziałbyś się nigdy o tym, że tego poczucia własnej wartości Ci brakuje, jeśli dalej byłbyś ze swoją dziewczyną. Teraz widzisz, że szukasz potwierdzenia swojej wartości u innych ludzi, na zewnątrz zamiast w sobie samym. Budowane tak poczucie własnej wartości jest bardzo kruche i niepewne.
Zawsze będą zdarzać się nam lepsze i gorsze momenty w życiu, błędy, potknięcia, gdyby nie one, niczego byśmy się w życiu nie nauczyli. Gdybyś za każdym razem, kiedy grasz rolę, nie widział niczego do zmiany, gdyby zawsze przychodziło Ci wszystko łatwo i gdybyś osiągał same sukcesy, prawdopodobnie przestałbyś się nimi cieszyć. Szczęście nie może trwać wiecznie, szczęście to chwile, które odczuwamy w kontraście do tych mniej szczęśliwych chwil.
Myślę, że masz w sobie takiego wewnętrznego krytyka, który odbiera Ci motywację do działania i mówi, że jesteś mało wart, jeśli nie robisz wszystkiego na 100%.
Moja koleżanka powtarza często takim osobom: "spirytus ma tylko 85%, a działa?" ;)
Uczysz się aktorstwa, gdybyś nie robił żadnych błędów, Twoje studia nie miałyby sensu. Rozwijasz się jako aktor, rozwijasz swoją pasje, umiejętności. Myślę, że to bolesne wydarzenie, jakim stało się dla Ciebie rozstanie z dziewczyną, może być dla Ciebie drogowskazem, że ważny jest także Twój rozwój jako człowieka, osoby.
Dla mnie rozwój polega przede wszystkim na większej akceptacji samego siebie, na tym, żeby cenić siebie pomimo swoich niedoskonałości, pomimo że widzimy w sobie rzeczy, które chcielibyśmy zmienić.
Zachęcam Cię do postawienia sobie pytań, które pomogą Ci zmienić krytyczne spojrzenie na siebie. Zaczerpnięte są z książki "Przezwyciężanie niskiego poczucia własnej wartości", autorki Melanie J.V. Fennell (http://www.alliancepress.pl/?p=productsMore&iProduct=11).
- Czy używasz podwójnych standardów? (to znaczy, czy jesteś ostrzejszy i bardziej krytyczny dla siebie, niż byłbyś w podobnej sytuacji dla kogoś innego?)
- Czy na podstawie jednego zdarzenia potępiasz siebie jako osobę?
- Czy koncentrujesz się na swoich słabościach i zapominasz o swoich mocnych stronach?
- Czy winisz siebie za rzeczy, które nie są Twoja winą?
- Czy chcesz zmieniać to, na co nie masz wpływu, co nie zależy od Ciebie?
- Czy oczekujesz od siebie tego, że nie będziesz robić błędów?
- Co w sobie lubisz niezależnie od tego, jak mała czy przelotna jest to cecha?
- Jakie cechy pozytywne posiadasz?
- Co osiągnąłeś w życiu, niezależnie od tego, jak małe było to osiągnięcie?
- Jakim wyzwaniom stawiłeś czoła?
- Jakie są Twoje talenty, choćby niewielkie?
- Jakie zdobyłeś umiejętności?
- Co inni ludzie w Tobie cenią, za co Cię lubią?
- Jak mogłaby opisać Cię osoba, której na Tobie zależy?
- Jakich złych cech NIE posiadasz?
- Jakie małe pozytywne cechy w sobie lekceważysz?
- Jakie aspekty siebie doceniłbyś, gdyby były cechami innej osoby?
- Kim jestem?
- Co ma dla mnie głęboki sens?
- Jaki jest cel mojego życia?
- Co jest dla mnie wartością?
- Jak chcę żyć?
Pamiętaj, że myślenie o sobie krytycznie nie musi odzwierciedlać prawdy o Tobie, jest wyuczonym nawykiem. Takie myślenie przynosi Ci więcej złego niż dobrego. Możesz te myśli kwestionować, znajdować argumenty podważające ich prawdziwość.
Zwiększanie akceptacji siebie wiąże się z docenianiem swoich mocnych stron, traktowaniem siebie mniej surowo.
I jeszcze parę pytań mogących pomóc Ci rozpoznać Twoje mocne strony:
Zachęcam Cię do stawiania sobie co jakiś czas tych pytań i szukania odpowiedzi. Najlepiej w formie pisemnej - wtedy nasz umysł pracuje bardziej spontanicznie.
Mam poczucie, że rozstanie z ukochaną osobą stało się także dla Ciebie takim przełomowym wydarzeniem, które uruchomiło odczuwanie przez Ciebie lęku egzystencjalnego. Rozstanie, którego doświadczyłeś mogło przypomnieć Ci o nietrwałości życia i większości rzeczy, które nas otaczają.
A jeśli wszystko jest kruche i przemija, co jest tak naprawdę ważne? Być może rozpad ważnego dla Ciebie związku spowodował, że skonfrontowałeś się ze swoim lękiem przed samotnością, przemijaniem, a może nawet przed śmiercią?
Jeśli związek z byłą partnerką nadawał Twojemu życiu sens, teraz nie widzisz celu ani sensu w tym, co robisz. Jeśli nawet tak ważne jak miłość rzeczy nie są trwałe, co jest wartością w życiu?
Piszesz, że działasz teraz często jak maszyna, że czujesz się obco. Takiego poczucia odrealnienia doświadczają osoby, które przeżyły traumatyczne wydarzenie, po tym doświadczeniu odbierają świat wokół siebie inaczej, nic nie jest już takie, jak było przedtem.
Skutki rozstania mogą być odczuwane w podobny sposób. Doświadczyłeś bolesnej straty, potrzeba czasu, żeby Twoje życie wróciło do normy, żebyś odnalazł nowy sens w tym, co jest, a może poszukał nowych wartości i nowych sensów? Rozstanie trzeba przeżyć jak żałobę.
Pamiętaj, że emocje, których teraz doświadczasz, są zupełnie naturalne. Przeżywasz żałobę, tylko czas sprawi, że te uczucia miną. A żałoba trwa zwykle przynajmniej rok, żebyś nauczył się przeżywać bez swojej dziewczyny przy boku wiosnę, lato, jesień i zimę. Boże Narodzenie i Wielkanoc. To naturalne, że teraz cierpisz, że trudno Ci znaleźć radość w codzienności. Myślę, że Twoje cierpienie i apatia miną, daj im na to czas.
Kryzysy emocjonalne są potrzebne w naszym życiu. Dzięki nim mamy szansę rozwijać się i wzrastać, szukając odpowiedzi na pytania, które wywołują:
Te wszystkie pytania, które stawiamy sobie często wtedy, kiedy jakiś etap w naszym życiu się kończy, kiedy dotyka nas strata, powodują to, że zaczynamy myśleć o swoim rozwoju nie tylko jako o zwiększaniu swoich kompetencji zawodowych, umiejętności, zdobywaniu dóbr materialnych, ale o rozwoju naszej duchowości, cnót i o życiu w zgodzie z ważnymi dla nas wartościami.
Myślę, że to ważny czas dla Ciebie, kiedy możesz się zastanowić nad tym, co jest dla Ciebie w życiu istotne. To szansa także na przemyślenie tego, z jakiego powodu związek, w którym byłeś, się rozpadł i co możesz zrobić w przyszłości, żeby nie powtarzać podobnych błędów, jeśli takie znajdziesz w swoim zachowaniu.
Pamiętaj, że wszystko w życiu się zmienia, nic nie jest przesądzone, dlatego może nie warto zatapiać się w przykrych uczuciach. Być może to, co Cię spotkało to zapakowany prezent, jeszcze nie widzisz, co jest w środku. Może Twoja była dziewczyna postanowi wrócić do Ciebie, a może pokochasz kogoś innego tak bardzo, że będziesz dziękował Bogu czy losowi za to, że dał Ci szansę tę nową osobę spotkać i ułatwił Wam bycie ze sobą? Na szczęście żadne kryzysy nie trwają wiecznie.
Wiesz, kryzysy uruchamiające lęki egzystencjalne i pytania o sens naszego życia pojawiają się zazwyczaj w młodym wieku, a kolejny raz zwykle w wieku średnim, kiedy przychodzi czas na zrobienie bilansu swojego dotychczasowego życia.
Psychologowie rozwojowi twierdzą, że im bardziej ten pierwszy kryzys będzie dla nas bolesny, tym łagodniej będziemy przechodzić "kryzys wieku średniego". Ważne jest to, żeby szukać odpowiedzi na pytania, które się pojawiają. Niektórym osobom w pozytywnym przeżyciu takiego kryzysu pomagają praktyki związane z szeroko pojętą duchowością.
Podam Ci przykład takiej praktyki, która jest obecna we wszystkich religiach, z jakimi do tej pory się zetknęłam. To praktyka wdzięczności. Buddyści wierzą, że praktykowanie wdzięczności jako stanu umysłu pozwala na odczuwanie jedności ze światem i wszystkimi istotami; na odczuwanie zaufania, że będzie dobrze, że to, co nas spotyka, jest potrzebne. A to sprawia, że czujemy, że nasze życie ma sens. Wdzięczność jest antydepresyjna.
Ludzie wdzięczni emanują pozytywną energią. Wprowadzenie w życie praktyki wdzięczności jest bardzo proste, polega na codziennym skupieniu myśli na tym, za co dziś jestem wdzięczny. I zapisywaniu listy tych rzeczy w dzienniczku wdzięczności, żeby nie umknęły, jeśli ich nie złapiesz i nie zapiszesz. Powstaje dzięki temu zbiór Twoich pozytywnych odniesień, do których zawsze możesz wracać, kiedy czujesz się apatyczny, nieszczęśliwy i kiedy czujesz, że życie nie ma dla Ciebie sensu. Pamiętaj o tym, żeby mieć na uwadze także intencje innych ludzi, jakie przyświecają ich działaniom, nawet jeśli efekty ich działań nie przynoszą Ci korzyści.
Piotrze, myślę, że potrzebujesz jedynie czasu i refleksji. Jeśli sobie pozwolisz na chwilę zatrzymania i przemyśleń, poczujesz na nowo sens i radość życia. Gdyby tak się nie stało, jeśli żałoba po zakończonym związku i związana z nią apatia i brak radości będzie się u Ciebie utrzymywać, zachęcam Cię do skorzystania z wizyty u psychologa, ponieważ przedłużający się stan żałoby może przekształcić się w depresję.
Pozdrawiam Cię serdecznie,
Kinga Frąckiewicz
Czy można udzielać skutecznej pomocy psychologicznej przez Internet?
Problem:
Odpowiedź psychologa:
Procesy cywilizacyjne, tak dynamicznie odmieniające osobiste, zawodowe i społeczne życie człowieka, wywołują u niego zaburzenia i potrzeby bardzo odmienne od tych, z jakimi zgłaszał się do psychologa jeszcze dziesięć lat temu. Psychologowie kliniczni stoją przed wyzwaniem, polegającym na poznaniu oczekiwań, trudności i warunków funkcjonowania współczesnego pacjenta. W osiągnięciu tego celu pomocne mogą być narzędzia stworzone przez technologie informacyjną i komunikacyjną, których rola w naszym świecie nieustannie wzrasta.
Czy można udzielać skutecznej pomocy psychologicznej przez Internet?
Dzisiaj już nikogo nie dziwią porady zamieszczane w czasopismach, w radiu i telewizji czy udzielane przez telefon (np. popularny telefon zaufania). Sieć komputerowa umożliwia wykorzystanie jeszcze jednego kanału kontaktów z ludźmi mającymi problemy i poszukującymi pomocy.
W Polsce, co prawda, konsultacje psychologiczne czy zajęcia terapeutyczne w formie online są jeszcze mało popularne, ale na świecie rozwijają się bardzo dynamicznie. W 1997 r. powstało Międzynarodowe Stowarzyszenie Zdrowia Psychicznego w Sieci (ISMHO - The International Society for Mental Health Online). Skupia ono psychologów, psychiatrów i wszystkich zainteresowanych tematem pomocy psychologicznej przez Internet. Tego typu działania mieszczą się w podjętym na początku XX w. nurcie wykorzystania środków masowej komunikacji do różnego rodzaju pomocy psychologicznej czy medycznej.
Pierwsze próby wykorzystania sieci komputerowej do świadczenia usług psychologicznych miały miejsce w Stanach Zjednoczonych na początku lat 70. XX w. Na masową skalę rozwinęły się na świecie w latach 90. wraz z upowszechnieniem dostępu do Internetu.
Ludzie coraz częściej zwracają się po pomoc ze swoimi problemami za pomocą komputera. Pierwszy kontakt z psychologiem dla wielu osób jest łatwiejszy, gdy następuje przez Internet. Szczególnie dla osób odczuwających dyskomfort w bezpośredniej relacji terapeutycznej.
Przez Internet czasami może być łatwiej dotrzeć do źródła problemów poszczególnych osób, gdyż w sieci ludzie bardziej się otwierają i są skłonni do bardziej intymnych zwierzeń niż w gabinecie psychologicznym. Dzięki możliwości zachowania anonimowości ludzie są gotowi pokazać swoje prawdziwe oblicze, a dzięki temu łatwiej jest im pomóc.
Pomoc przez Internet jest alternatywnym do tradycyjnej psychoterapii procesem terapeutycznym. Jednak zwykle cel pomocy psychologicznej przez Internet jest inny niż w przypadku tradycyjnych form pomocy psychologicznej. Porady online mają przede wszystkim charakter konsultacji dotyczących sposobów radzenia sobie z problemami (np. stres, kryzys małżeński, kłopoty z podjęciem decyzji, problemy zawodowe itp.) oraz przypominają trening z zakresu asertywności i pozytywnego myślenia.
Osoba prowadząca pomoc przez Internet jest kimś pomiędzy doradcą, asystentem a terapeutą, zwykle udziela bardziej bezpośrednich porad niż tradycyjny psychoterapeuta. Jednym wystarczają wskazówki udzielone na odległość, innych udaje się namówić do wizyty w gabinecie psychologa, psychiatry czy neurologa.
Jakie są jeszcze inne zalety e-pomocy?
Internet zapewnia bezpieczeństwo kontaktu pomiędzy osobą piszącą a osobą odpowiadającą. Nawiązanie kontaktu z psychologiem poprzez Internet może się odbyć w dowolnym czasie i miejscu (np. w domu, pracy, u znajomych czy w kawiarence internetowej).
Dzięki temu osoba zgłaszająca się po pomoc oszczędza swój czas, unika długiego oczekiwania na spotkanie ze specjalistą, zmniejsza odległości oraz znosi istniejące bariery komunikacyjne, a także to, o czym już wspominałam - wstyd czy lęk przed bezpośrednią wizytą.
Ponadto osoba poszukująca porady może wybrać kontakt z dowolnym specjalistą w kraju, który świadczy tego rodzaju pomoc. Ma również możliwość wysłania wiadomości o tej samej treści do kilku różnych specjalistów.
Dzięki temu może porównać odpowiedzi, które otrzymuje i dokonać wyboru, komu chce zaufać w dalszej korespondencji, potwierdzić otrzymane informacje bądź zobaczyć rozbieżności występujące pomiędzy poszczególnymi odpowiedziami.
Innym powodem jest swoboda i bezpieczeństwo wypowiedzi. List mailowy może przybrać postać długiego, nawet kilkunastostronicowego opisu własnej sytuacji, bądź też krótkiego zapytania. Można na spokojnie przemyśleć, co konkretnie chce się napisać i wysłać mail w dowolnym momencie. Pisząc mail, nadawca unika wyobrażonego czy subiektywnego lęku przed ośmieszeniem, pomija trudności z wypowiedzeniem szczególnie nurtujących go kwestii osobistych czy konieczności przyznania się do własnej niemocy.
Anonimowość sprawia, że nadawca czuje się bezpieczny, ponieważ ma względną świadomość, że tak naprawdę nikt nie wie, kim jest. Może też zrezygnować z dalszej korespondencji bez podawania powodu. Osoba odpowiadająca na listy spełnia w nich często rolę powiernika czy wirtualnego przyjaciela. Niejednokrotnie jest też jedynym wsparciem nadawcy. Dlatego kontakty online są bardzo osobiste.
I kolejna zaleta - co również bywa ważne - porada psychologiczna online jest zwykle tańsza od tradycyjnej w gabinecie psychologicznym.
Z tych powodów pomoc online posiada coraz większy krąg zwolenników.
Dlatego też powstał polski, wirtualny projekt profesjonalnej pomocy psychologicznej przez Internet, który znajduje się na stronie psychorada.pl i jest przygotowany z myślą o osobach, które nurtują problemy, pragną o nich porozmawiać, wyżalić się, poradzić, ale nie mają odwagi czy czasu na bezpośredni kontakt z psychologiem. psychorada.pl ułatwia zasięgnąć fachowej psychologicznej pomocy bezpośrednio przez Internet.
Pozdrawiam Cię serdecznie,
Aneta Styńska
Depresja
Skąd mam wiedzieć, że mam depresję?
Na co dzień człowiek współczesny narażony jest na różnorakie stresy, staje wobec wielu wyzwań, nieraz ponad jego siły i wytrzymałość. Prawdziwa radość życia jest dziś zjawiskiem coraz rzadszym, ustępuje miejsca smutkowi i przygnębieniu. Ten zaś przekracza często granice naszej tolerancji, dlatego człowiek popada w depresję. Ta choroba czyni spustoszenie w uczuciach, emocjach, kontaktach międzyludzkich, opanowuje wolę i może popchnąć do samozagłady.
Depresja, ma wiele bezpośrednich przyczyn i przyobleka rozmaite maski. Trudno czasem o diagnozę, od trafności której zależy wiele, a przynajmniej dalsze rokowania i skuteczność przeciwdziałania, stąd strach przed tą chorobą. W ostatnich latach uczeni odarli depresję z mitu choroby nieobliczalnej i nieuleczalnej. Postępu, jaki dokonał się w jej poznawaniu, nie da się porównać z żadnymi innymi osiągnięciami w dziedzinie psychiatrii. Im więcej wiemy o depresji, tym łatwiej ją obłaskawić, opanować jej niszczącą siłę.
Kto cierpi na depresję?
Każdy z nas, w dowolnym momencie życia może zetknąć się z tą chorobą. Czasem nie ma żadnego szczególnego powodu dla obniżenia nastroju lub smutku - depresja nie musi być wywołana okolicznościami zewnętrznymi. Choroba ta może rozwinąć się także wtedy, gdy życie toczy się zwykłym trybem.
Jak rozpoznać, że to już depresja?
Depresja to coś innego niż tylko przejściowe pogorszenie nastroju. Choroba ta może utrzymywać się tygodniami lub miesiącami, przy czym jej powszechnie znane objawy - takie jak smutek i brak energii - towarzyszą innym symptomom:
Często bardzo trudno prawidłowo rozpoznać chorobę. Wielu z nas niejednokrotnie w ciągu swojego życia doświadcza przygnębienia, smutku czy chandry, ale nie musi to oznaczać, że jesteśmy chorzy na depresję.
Z drugiej strony w naszym otoczeniu znajduje się wiele osób, które są nieświadome, że dziwny stan, w jakim znajdują się, np. irytacja, nerwowość, bezsenność, przygnębienie, apatia - to nie przemęczenie pracą, przesilenie wiosenne, brak urlopu - ale właśnie depresja.
Jak można pomóc osobom dotkniętym tą chorobą?
Dlatego ważne jest, aby posiadać jak najszerszą wiedzę o tej chorobie, korzystać z ogólnie dostępnych informacji na temat depresji, aby jak najszybciej zdiagnozować chorobę i rozpocząć leczenie. Depresja jest chorobą, którą można skutecznie i trwale wyleczyć. Specjalistyczną terapią depresji zajmują się psychiatrzy i psychoterapeuci.
Jednak każdy z nas może sam sięgnąć po książki i artykuły opisujące dokładnie chorobę i poradniki proponujące sposoby i techniki, które umożliwiają wyleczenie.
Nie pozwól, by ta choroba dopadła i Ciebie!
Pozdrawiam serdecznie,
Aneta Styńska
Toksyczne związki
To kto jest naprawdę toksyczny?
Zapewne wiele razy słyszałeś, że są toksyczni partnerzy, dzieci, teściowie, przyjaciele i znajomi. A może nawet określenie toksyczny padło pod Twoim adresem?
Pewnie nie raz zastanawiałeś się, jak to faktycznie jest z tą tajemniczą toksycznością. Zanim jednak odpowiem na to pytanie, pomyśl, czy zdarzyło Ci się, że ktoś:
Zwróć uwagę, że wymienione powyżej sytuacje musi charakteryzować pewna ciągłość w czasie, stąd określenia: bezustannie, stale, nieustannie.
Jeśli odpowiedziałeś chociaż jeden raz "TAK" na którekolwiek z powyższych stwierdzeń, możesz uznać, że istnieje spore ryzyko, że w Twoim gronie znajduje się toksyczna osoba. Może to być Twój mąż, żona, partner, konkubent, przełożony w pracy, kolega czy znajoma.
Przyjrzyj się swoim relacjom i spróbuj znaleźć osoby, które spełniają jak najwięcej punktów według powyższych kryteriów. To osoby, którymi należy zająć się jak najszybciej!
Sposób zachowania się toksycznych osób oraz ich negatywny wpływ na Twoje życie nie zawsze jest w pełni przez nie uświadamiany. Często usłyszysz, że robią to z miłości do Ciebie, dla Twojego dobra. Ten tok myślenia odzwierciedla sposób ich faktycznego funkcjonowania. Pokazuje, jak zostali wychowani oraz jaki wpływ na ich życie miała ich najbliższa rodzina.
To, jacy jesteśmy, wynika z wcześniejszego ukształtowania nas samych przez innych ludzi. Sposób, w jaki się zachowujemy, jest zatem pewnym wyznacznikiem rodziny, z jakiej się wywodzimy. Zanim więc zaczniemy toksyczną osobę krytykować i wytykać jej zbyt wielką ingerencję w nasze życie, warto przyjrzeć się relacjom tej osoby z jej rodziną, aby zrozumieć jej sposób postępowania. To da Ci oręże do późniejszego starcia i zapoczątkowania nowej relacji z otoczeniem.
Toksyczność jest efektem braku systemu obronnego na bolesne doznania.
Pamiętaj, że każde ludzkie postępowanie, czy to świadome, czy nie, ma pewien ukryty cel. Każdy na coś liczy i czegoś oczekuje. Świadomość tego, co to jest, sprawi, że zrozumienie postępowania i funkcjonowania społecznego innych będzie dla Ciebie zdecydowanie łatwiejsze i bardziej efektywne.
Postępowanie z trudnymi osobami wcale nie musi być agresywne, trudne i nieprzyjemne. Istnieją bezpieczne sposoby, dzięki którym osoby zatruwające Twoje życie zaczną się zmieniać na korzyść. Najważniejsze z nich to asertywność względem siebie i innych, pozwolenie sobie na porośnięcie wrażliwości warstwą ochronną oraz zapanowanie nad swoimi emocjami.
Pozdrawiam serdecznie,
Aneta Styńska
Ataki paniki
Czym jest atak paniki?
Głęboki kryzys emocjonalny może spowodować atak paniki. Polega on na nagłym, gwałtownym i sytuacyjnie niezwiązanym narastaniu potężnego strachu, dotyczącego pewnej, stresującej dla osoby sytuacji. Może to być wyobrażanie sobie konsekwencji niewykonania jakiegoś zadania czy strach przed groźną chorobą.
Atak objawia się poprzez trudności w oddychaniu lub gwałtownym odczuciu narastającej fali gorąca. Stan taki trwa przeważnie od kilku do kilkunastu minut. Zapanowanie nad organizmem w takiej sytuacji jest niezwykle trudne, ale można sobie z tym poradzić.
Niezależnie od stanu przerażenia należy pamiętać, że atak nie będzie trwał w nieskończoność. Wyciszanie ataku poprzez hamowanie myślenia na nieprzyjemny temat nigdy nie pomaga, gdyż umysł ludzki skonstruowany jest w taki sposób, że tym bardziej będzie generował w wyobraźni obrazy sytuacji, której osoba chciałaby uniknąć. Dlatego nigdy nie należy w taki sposób walczyć z myślami.
Lepiej nauczyć się prostego ćwiczenia, które pomaga uzyskać równowagę wewnętrzną:
Jeśli
czujesz nadchodzący atak paniki, usiądź spokojnie, złącz nogi razem, dłonie
oprzyj mocno o blat stołu lub biurka, zrób głęboki wdech i wydech i powiedz
głośno i wyraźnie: STOP. Uspokój oddech poprzez oddychanie przeponą.
Policz 10-15 wdechów i wydechów. Staraj się robić to spokojnie i
rytmicznie.
Skoncentruj się na dowolnym przedmiocie. Patrz na niego. Opisuj go w myślach tak długo, aż uspokoisz się zupełnie.
Oczywiście w przypadku nawracających ataków paniki najlepiej udać się do lekarza prowadzącego lub psychologa. Lekarz albo doraźnie pomoże, albo poleci wizytę u specjalisty. Nie ma się czego wstydzić. Stres i jego następstwa są obecnie jednym z najczęstszych powodów wizyt lekarskich. Gdy czujesz, że potrzebujesz udać się do konkretnego specjalisty: psychologa bądź psychiatry, pamiętaj, że do osób o tych specjalizacjach nie potrzebujesz mieć skierowania. Sam możesz wybrać specjalistę.
Pozdrawiam serdecznie,
Aneta Styńska
Asertywność
Czym jest asertywność
Niemal każdy z nas doświadczał takiej sytuacji, w której z trudem wyrażał swoje myśli, poglądy, emocje. Ale prawdopodobnie każdy zna choćby jedną osobę, która z łatwością nawiązuje kontakty, swobodnie podejmuje rozmowę, polemikę, broni własnego stanowiska. Można by przyjąć, że jest to wynik różnic indywidualnych.
Niewątpliwie tak. Nie oznacza to jednak, że osoby, które mają trudności z wyrażaniem uczuć, próśb, poglądów czy konstruktywnym reagowaniem na odmienne poglądy innych, muszą bezradnie trwać w tym stanie.
Pojęcie asertywności
Zachowanie asertywne to umiejętność, dzięki której ludzie otwarcie wyrażają swoje myśli, preferencje, uczucia, przekonania, poglądy, wartości, bez odczuwania wewnętrznego dyskomfortu i nie lekceważąc rozmówców. W sytuacjach konfliktowych, umiejętności asertywne pozwalają osiągnąć kompromis, bez poświęcania własnej godności i rezygnacji z uznanych wartości. Ludzie asertywni potrafią powiedzieć "nie" bez wyrzutów sumienia, złości czy lęku....
Być asertywnym znaczy domagać się swoich lub czyichś praw lub występować w ich obronie, w granicach nienaruszających praw i psychicznego terytorium innych osób oraz własnych.
Osoba asertywna ma jasno określony cel i potrafi kontrolować własne emocje, nie poddaje się zbyt łatwo manipulacjom i naciskom emocjonalnym innych osób.
W rzeczywistości na postawę asertywną składają się bardzo różne zachowania, za pomocą których człowiek może wyrażać uczucia, życzenia, opinie oraz dbać o swoje interesy bezpośrednio, stanowczo i uczciwie, a jednocześnie szanować inne osoby.
Bycie asertywnym przynosi dużo korzyści. Dzięki takiej postawie kontakty z innymi ludźmi stają się łatwiejsze i bardziej satysfakcjonujące.
Rozpowszechnienie się szacunku i jasnych relacji między ludźmi prowadzi do zmniejszenia się ich stresu i polepszenia atmosfery. Wzrasta też skuteczność działania, bo osoby asertywne sprawniej komunikują się w zespole.
Jak zatem stać się asertywnym?
Czy można się stać asertywną osobą po przeczytaniu jednej, a nawet kilku mądrych książek albo po odbyciu treningu szkoleniowego, a nawet kilku szkoleń? A może asertywnym trzeba się urodzić i mieć odpowiednie geny?
Uczenie się stosowania metod asertywności jest procesem, który trwa przez całe życie i jest ściśle związany z rozwojem osobistym człowieka. Oczywistym staje się więc fakt, że treningu asertywności nie da się tylko "zaliczyć" ani też spowodować, by ktoś stosował tę metodę rozwiązywania problemów bez bardzo osobistego przekonania o jej słuszności.
Jednak bez żadnej wiedzy na ten temat nie jesteśmy w stanie "nagle" stać się asertywni. Pomocne w nauce asertywności mogą być różne książki szeroko opisujące ten temat.
Pozdrawiam serdecznie,
Agata Zegzda
Wygląd ma znaczenie?
Mam partnera niższego od siebie
Nie jestem wyjątkowo wysoka, ale mam partnera niższego od siebie. Poznaliśmy się przez Internet i nie miało dla mnie znaczenia, jak wygląda. Na początku trochę mnie krępowało, że groteskowo razem wyglądamy. Ludzie się gapili i usłyszałam parę kąśliwych uwag, ale je zniosłam. Gorzej z nim. Nie pozwala mi chodzić na obcasach, stale coś tam mamrocze, że jestem za duża i widzę, że ma z tym duży problem. Nie wiem, co robić, żeby związek nie rozpadł się przez wzrost.
Odpowiedź psychologa:
Domyślam się, że to przykre dla Ciebie, kiedy mężczyzna, z którym jesteś w związku, nie cieszy się Twoim wyglądem. Kiedy mówi Ci, że jesteś za wysoka, możesz mieć poczucie, że nie akceptuje Cię w pełni taką, jaka jesteś. Zauważ, że w Twoim wzroście upatruje problemu. Nie on jest za niski, ale Ty za wysoka. To Ty masz zapomnieć o szpilkach i przerzucić się na japonki, a nie on pomyśleć może o koturnach. Napisałam ostatnie zdanie troszkę żartobliwie, ale zwróciło moją uwagę to, że Twój partner koncentruje się na Twoim wzroście, a nie na swoim. Być może sam ma kompleksy z powodu swojego niedużego wzrostu.
Myślę, że warto porozmawiać z Twoim partnerem o istocie Waszego związku. O tym, co jest dla niego najważniejsze w byciu z kimś. Jeżeli najważniejszy jest wygląd zewnętrzny i to, jak razem się prezentujecie, a nie to, czy się kochacie i czy pasujecie do siebie pod innymi względami niż wygląd, wtedy rzeczywiście masz realny powód do tego, żeby obawiać się, że Wasz związek nie przetrwa długo. Jeżeli tak jest, zastanów się, czy chcesz takiego związku. Ja uważam, że dobry związek to taki, który opiera się przede wszystkim na miłości i zaufaniu, które pozwala nam czuć się bezpiecznie przy partnerze. Jeżeli te elementy w Waszym związku są, wierzę, że nie rozpadnie się on z powodu różnicy wzrostu pomiędzy Wami.
Rozumiem, że ironiczne uwagi innych ludzi mogą być zarówno dla Twojego partnera, jak i dla Ciebie bolesne, ale jeżeli autentycznie się kochacie, Wasze uczucie będzie ważniejsze dla Was od uwag innych osób, a to, co Ty myślisz i czujesz, będzie dla Twojego partnera ważniejsze od tego, co sądzi na temat tego, jak wyglądacie, ktoś inny.
Zachęcam Cię do podjęcia szczerej rozmowy z partnerem i skłonienia go do refleksji na temat tego, co jest dla niego ważne w związku. Twój partner może mieć również niskie poczucie własnej wartości, być może potrzebuje akceptacji i potwierdzenia z zewnątrz, od innych, że to, co robi i jakich wyborów dokonuje, jest dobrze odbierane przez otoczenie.
Być może buduje to swoje poczucie wartości na opiniach o nim innych ludzi i boleśnie znosi brak akceptacji. Dzieje się tak często u osób, które nie doświadczyły w dzieciństwie wystarczająco dużo miłości.
Deficyt miłości sprawił, że wciąż szukają akceptacji u innych osób i mają poczucie, że nie są wystarczająco dobrzy, kiedy spotkają się z krytyką pod swoim adresem. Jeżeli będąc dziećmi, musieli wciąż udowadniać, że zasługują na miłość rodziców, spełniając ich oczekiwania, teraz nadal próbują spełniać oczekiwania innych, żeby zapełnić pustkę - dziurę powstałą z braku miłości.
Niestety jest to złudna droga, bo nie żyjąc dla siebie tylko dla innych, nie pozwalają sobie na zaspokajanie własnych potrzeb, na bycie swobodnym, spontanicznym, autentycznym. Może warto zachęcić go do tego, żeby spróbował uwolnić się od przymusu dostosowywania się do wzorca społecznych oczekiwań, korzystając na przykład z psychoterapii, która może mu w tym pomóc. Bo choćby bardzo się starał, rezygnował z części siebie, nigdy nie stanie się tak, że wszyscy będą popierać jego wybory. Zawsze znajdzie się ktoś, kto wygłosi kąśliwą uwagę pod jego adresem.
Pozdrawiam serdecznie,
Kinga Frąckiewicz
Zaufanie
Skąd się bierze brak zaufania do ukochanych osób?
Odpowiedź psychologa:
Jestem ciekawa, jak często sprawdzacie kompy albo telefony Waszych facetów. Ja zawsze byłam temu przeciwna, a moja kumpela mówiła, że lepiej sprawdzić i mieć święty spokój niż "gdybać", no i sprawdziłam telefon mojego byłego i było tam wiele jednoznacznych SMS-ów od jakichś panienek, potem sprawdziłam archiwum gg i to samo... nie wynikało z tego, że z kimś się spotyka (poza tym nie miał takiej możliwości), ale samo to, że flirtował z nimi. No i niestety teraz już wszystko sprawdzam u każdego. Macie podobne doświadczenia? Jak tak, to piszcie.
Myślę sobie, że dużo energii może Cię kosztować przeglądanie telefonu i komputera partnera. Musisz działać w ten sposób, żeby Twój chłopak nie zauważył, że to robisz. Wyobrażam sobie, że możesz mieć obawy, że nieoczekiwanie wyjdzie z łazienki albo nagle się obudzi, kiedy Ty czytasz wiadomości w jego telefonie. Domyślam się, że taka konspiracja musi być męcząca.
Rozumiem, że sparzyłaś się raz, dowiadując się tego, że Twój były partner flirtuje za Twoimi plecami. Przeżyłaś wielkie rozczarowanie i teraz chcesz się zabezpieczyć przed podobną sytuacją. Ale czy przeglądając telefon i komputer partnera, rzeczywiście uchronisz się przed zdradą? Wydaje mi się, że nie jest możliwe, żeby kontrolować zachowanie dorosłego człowieka. Musiałabyś jeszcze zacząć przeglądać jego kieszenie, bo w nich mógłby schować karteczkę z numerem telefonu kochanki i śledzić go, kiedy wychodzi z domu, żeby wiedzieć, dokąd chodzi. A i tak, przypuszczam, że nie udałoby Ci się kontrolować każdego jego kroku. Wydaje mi się, że jeśli partner będzie chciał zdradzić, pomimo wszystkich Twoich zabezpieczeń, zrobi to.
Ryzykujesz też, że partner, który nie ma takiego zamiaru ani myśli, żeby Cię zdradzić, przyłapie Cię na gorącym uczynku, kiedy przeglądasz jego rzeczy i stracisz jego zaufanie. Zastanów się nad tym, co będzie czuł, kiedy przekona się, że wątpisz w jego uczciwość względem Ciebie. Mam takie poczucie, że pod brakiem zaufania do partnera z Twojej strony kryje się Twoja obawa o to, że nie jesteś warta miłości. Może warto, żebyś popracowała nad brakiem wiary w to, że jesteś osobą wartościową, mądrą, piękną, taką, którą można kochać i być jej wiernym?
Moim zdaniem lepszym sposobem poradzenia sobie z brakiem zaufania do partnera byłaby szczera rozmowa z nim i zwierzenie mu się z tego, że rozczarowanie poprzednim związkiem sprawiło, że trudno Ci teraz zaufać i poczuć się bezpiecznie w relacji z mężczyzną. Moglibyście wtedy wspólnie zastanowić się nad tym, co można zrobić, żebyś zaufała obecnemu partnerowi, skupić się nad tym, żeby pielęgnować Wasz związek.
Pozdrawiam serdecznie,
Kinga Frąckiewicz
Zazdrość
Jak pokonać zazdrość?
Od pewnego czasu mój chłopak piszę z inną. Mówi mi, że to tylko koleżanka, ale ja czuję, że tak nie jest... Nie pomaga rozmowa, bo on nie chce o tym gadać. On jeszcze piszę z nią przy mnie... Nie mogę na to już patrzeć. Co robić?"
Odpowiedź psychologa:
To naturalne, że będąc w związku, chcesz być dla swojego partnera najważniejszą kobietą na świecie. Chcesz, żeby pokazywał Ci swoim zachowaniem, że tak właśnie jest.
Domyślam się, że gdy Twój chłopak tłumaczy się przed Tobą z długich rozmów prowadzonych z inną dziewczyną słowami: "to tylko koleżanka", wcale Cię tym nie uspokaja.
Wielu mężczyzn upatruje zdrady jedynie w fizycznym kontakcie z inną kobietą. Przypuszczam, że z tego powodu Twój chłopak stara się przekonać Cię, że poza koleżeństwem nic go nie łączy z dziewczyną, z którą tak lubi rozmawiać. Może myśleć, że Twoja zazdrość minie, jeżeli uwierzysz, że nie zdradził Cię fizycznie i nie zamierza zdradzić.
Piszesz, że Twój chłopak nie ukrywa przed Tobą treści rozmów, jakie prowadzi z koleżanką. Gdybyś zechciała, mogłabyś dowiedzieć się, o czym do siebie piszą. Fakt, że ich nie ukrywa, pozwala przypuszczać, że to, co mówi, jest prawdą. Myślę, że pomimo że Twój chłopak zapewne nie dopuścił się fizycznej zdrady wobec Ciebie, Ty możesz czuć się zdradzona emocjonalnie. Pojawiła się w jego życiu kobieta, której zaczął poświęcać dużo czasu i wiele swojej uwagi. To wystarczający powód do tego, żeby poczuć się zazdrosną. Możesz czuć zazdrość o czas, który poświęca innej dziewczynie.
Myślę, że warto Twojemu chłopakowi uświadomić to, że nie tylko fizyczna zdrada jest bolesna i że czujesz niepokój z powodu jego zaangażowania się w kontakty z koleżanką. Nie możesz mu niczego zabraniać, jednak, jeżeli Twój chłopak Cię kocha, masz prawo przypomnieć mu o tym, że Ty i Twoje uczucia powinny być dla niego na tyle ważne, żeby nie uciekał od rozmowy o tym, co sprawia, że przestałaś czuć się bezpiecznie w Waszym związku.
Dla mnie miłość to uwaga zwrócona ku drugiej osobie i dbanie o to, żeby czuła się dobrze. Jeśli tej troski o partnera w związku nie ma, to myślę, że warto zastanowić się nad tym, na czym opiera się taki związek? Myślę, że warto, żebyście skupili się na Waszej relacji, zastanowili się wspólnie nad tym, czy jest coś w Waszym związku, co Wam przeszkadza, co można byłoby zmienić? Jak zadbać o Wasz związek, żeby każde z Was czuło się dobrze i bezpiecznie z partnerem. Może zastanowicie się nad tym, jak możecie urozmaicić Wasze bycie razem, wprowadzić w Waszą relację świeży powiew czegoś nowego, żeby monotonia nie wkradła się do Waszego związku.
Pozdrawiam serdecznie,
Kinga Frąckiewicz
Wyrażanie uczuć
Problem z wyrażeniem uczuć partnera
On ma niedługo zostać moim mężem... Jest w sumie jeden problem bardzo błahy, ale zarazem zasadniczy - on nie okazuje mi uczuć... Radziłam się już wszystkich. Bardzo często dostawałam radę: "powiedz Mu prosto z mostu, o co Ci chodzi" - i powiedziałam. Z Jego strony - zero reakcji. To naprawdę przykre... Już nie wiem, co mam robić... Dziś dopiero, jak zobaczył, że płaczę, to przytulił mnie i powiedział, że mnie kocha. Ale zdarza mu się to bardzo rzadko. Mówi, że taki już jest, zimny, że nie potrafi. Ale wiem, że umie, bo czasem jest cudowny. Co robić?
Odpowiedź psychologa:
Nie wydaje mi się, że problem, o którym piszesz, jest dla Ciebie błahy. Nie widzisz, żeby partner okazywał Ci swoją miłość, a potrzebujesz tego. Potrzebujesz czuć się kochaną, adorowaną. Po czym masz poznać, że Twój narzeczony Cię kocha? Nie mówi Ci tego, nie przytula. A Ty nie potrafisz czytać w jego myślach. Masz prawo oczekiwać z jego strony gestów i słów pokazujących Ci, że jesteś kochana. Mam poczucie, że są to podstawowe rzeczy, które powinniśmy sobie dawać, będąc w związku. Bycie razem bez czułości, bez rozmów o tym, co czujemy do siebie, wydaje mi się pozbawione tego, co najważniejsze.
Rozumiem, że Twojemu narzeczonemu może być trudno okazywać uczucia. Być może dorastał w domu, w którym nie było w zwyczaju pokazywać emocji, może czuł się zawstydzany, kiedy okazywał miłość swoim rodzicom? Od niektórych rodziców stosujących zbyt represyjne wychowanie dzieci ciągle słyszą: "stój prosto, nie śmiej się głośno, bo nie wypada...", uczą się wtedy kontrolowania spontanicznego wyrażania swoich emocji. Jednak przy całym Twoim zrozumieniu dla trudności Twojego narzeczonego w wyrażaniu tego, co czuje, zachęcam Cię do tego, żebyś nie rezygnowała z mówienia mu o swoich ważnych potrzebach .
Jeżeli Twój narzeczony nie potrafi okazywać uczuć, może przecież próbować się tego nauczyć. To łatwe usprawiedliwienie stwierdzić: "już taki jestem i się nie zmienię". Ale prawda jest taka, że człowiek zmienia się przez całe swoje życie, od jego woli zależy to, w jaki sposób chce się zmieniać.
Warto przypomnieć o tym Twojemu narzeczonemu. Od Ciebie może się uczyć okazywania miłości. Ma dobrą nauczycielkę. Doceniaj momenty, w których zdarza mu się obdarzyć Cię czułością, mów mu wtedy, że "jest cudowny". Jeżeli czuje się przy Tobie bezpiecznie i jeżeli Wasz związek i Twoje uczucia są dla niego ważne, może próbować przełamać wstyd przed wyrażaniem swoich uczuć.
Jeśli z Twoją pomocą mu się to uda, będzie to z pożytkiem nie tylko dla Ciebie, ale również dla niego. Mówienie o tym, co czujemy, zbliża do nas ludzi, pozwala na bardziej autentyczne, głębsze kontakty. Pokazywanie tego, co czujemy - słowem , gestem, śmiechem sprawia, że czujemy się lepiej sami ze sobą. Przestajemy kontrolować swoje reakcje, pozwalamy sobie na pełniejsze wyrażanie siebie.
Pozdrawiam serdecznie,
Kinga Frąckiewicz
Akceptacja partnera
Czy wygląd ma znaczenie?
Czy wygląd chłopaka ma znaczenie? Czy można zakochać się w kimś, kto zupełnie nie jest w naszym typie? Jak to się dzieje, że marzymy o przystojnym brunecie, a kończymy z niskim rudzielcem? Co na to wpływa?
Odpowiedź psychologa:
Myślę, że wygląd zewnętrzny jest jedną z wielu rzeczy, które mogą być dla nas ważne przy wyborze partnera. Bywa tak, że zaintryguje nas piękny, "radiowy" głos, który słyszymy gdzieś za naszymi plecami. Ton tego głosu, jego barwa wzbudza w nas jakąś czułość, przyspiesza bicie serca, może podnieca. Chcemy poznać właściciela tego głosu. Bywa też tak, że wygląd mężczyzny niespecjalnie nam się podoba, ale jego sposób bycia i osobowość bardzo nam odpowiada. Może wnosi w nasze życie inspirację, "zaraża" fantastycznymi pomysłami, imponuje swoją wiedzą, umiejętnościami, motywuje do działania, może dobrze nam się rozmawia, bo on potrafi wysłuchać, zrozumieć i przytulić, kiedy tego potrzebujemy.
Wtedy wygląd schodzi na dalszy plan, a jeśli już pokochamy, potrafimy polubić również te cechy jego wyglądu, które nam się nie podobały. Przyzwyczajamy się do nich. Ukochany już jest taki cały nasz. Kochamy jego brzuszek, do którego możemy się przytulić i krzywe zęby, bo należą do niego. Bo kojarzą nam się te cechy wyglądu z ukochanym człowiekiem. Myślę, że wybieramy też mężczyzn, którzy w swoim wyglądzie, mają cechy wzbudzające w nas pozytywne skojarzenia.
Ja zwróciłam kiedyś uwagę na to, że każdy z moich partnerów życiowych miał przy zewnętrznych kącikach oczu "kurze łapki", które sprawiały, że ich oczy miały śmiejący się wyraz. Bardzo lubię takie oczy. Kojarzą mi się z ciepłem wewnętrznym i z radością. Kiedy spotykam takie oczy, nieważne staje się dla mnie to, czy mężczyzna jest typem wysokiego blondyna, który to typ najbardziej mi się zawsze podobał. Posiadacz takich oczu może być niewysoki, rudy (lubię rudych), mieć spory brzuszek. Ja się mogę zakochać w tych oczach... a czy zakochanie przemieni się w głębsze uczucie, to już sprawa, nie tylko oczu i wyglądu w ogóle, ale raczej cech osobowości, które odkrywam u partnera, i jego charakteru.
Znana jest powszechnie teoria psychologiczna, która mówi, że kobiety wybierają na swoich partnerów mężczyzn przypominających im pod względem nie tylko wyglądu, ale głównie charakteru, swoich ojców. Teorią tą uzasadnia się fakt, że wiele kobiet wychowujących się w domach, gdzie ojciec nadużywał alkoholu, wiąże się z alkoholikami. Podobno wybieramy to, co znamy, bo wydaje nam się bezpieczne i bliskie, nawet jeśli nie budzi przyjemnych skojarzeń.
Jest więc wiele powodów, dla których możemy związać się z mężczyzną, który nie jest ucieleśnieniem naszych wyobrażeń o najpiękniejszym mężczyźnie. Wystarczy, że kojarzy nam się pozytywnie jakaś cecha w jego wyglądzie albo że jakiś element jego wyglądu, zachowanie czy charakter wydają się nam znajome, bliskie (swoją drogą, zauważyłam, że w wielu parach mężczyzna i kobieta są do siebie podobni i wyglądają prawie jak bliźniaki...).
Znaczenie cech związanych z wyglądem partnera maleje wraz z upływem czasu. W trakcie wspólnego życia zwykle przekonujemy się, że mniej ważny jest dla nas wygląd niż cechy charakteru partnera.
Z tego powodu możemy odrzucić przystojnego, a zostać z mniej urodziwym mężczyzną.
Pozdrawiam serdecznie,
Kinga Frąckiewicz
Miłość vs przyjaźń
Czy to związek, czy przyjaźń?
Przespałam się z moim bardzo bliskim przyjacielem. Na początku było wspaniale. Wysyłał mi SMS-y, że jestem cudowna. Myślałam, że zostaniemy parą. A on nagle zaczął mnie unikać i jakby się wycofywać. Wiem, że z miłości już nic nie będzie, ale jak ratować chociaż przyjaźń?
Odpowiedź psychologa:
Zastanawiam się nad tym, jakie uczucia są teraz w Tobie w stosunku do Twojego przyjaciela? Myślałaś, że będziecie parą po tym, kiedy spędziliście ze sobą noc. Rozumiem, że dla Ciebie przekształcenie Waszej znajomości w jeszcze bardziej intymną jest czymś, czego byś chciała. Tymczasem mężczyzna, który stał Ci się bardzo bliski, nagle zaczął unikać kontaktu z Tobą. Możesz czuć żal, rozczarowanie, a nawet złość do niego. Piszesz, że chciałabyś przyjaźni z nim, jeśli bycie parą byłoby niemożliwe.
Zachęcam Cię, żebyś zastanowiła się nad tym, czy masz w sobie gotowość do tego, żeby ograniczyć swoją rolę do bycia przyjaciółką? Bycie przyjaciółką to dużo, ale mniej niż bycie życiową partnerką. Mniej o fizyczność, z której będziesz musiała zrezygnować. Z seksu, pocałunków, pieszczot.
Czy będziesz potrafiła tak być ze swoim przyjacielem, żeby nie przekroczyć granicy dzielącej przyjaźń od miłości i namiętności? Czy nie urodzi się w Tobie dużo złości do przyjaciela, jeżeli prawdziwe okażą się Twoje przypuszczenia co do tego, że Twój przyjaciel nie zdecyduje się na to, żeby się z Tobą związać?
Jest między Wami "chemia", być może Twój przyjaciel obawia się tego, że napięcie seksualne, które odczuwacie, spowoduje, że nie będziecie w stanie zapanować nad nim i sytuacja znów się powtórzy. Może boi się tego, że nie będzie potrafił być jedynie Twoim przyjacielem, dlatego unika teraz kontaktu z Tobą? A może potrzebuje czasu na to, żeby zrozumieć, co czuje do Ciebie?
Nie dowiesz się tego, z jakiego powodu przyjaciel wycofuje się z kontaktu z Tobą, jeśli go o to nie zapytasz. Czy z jakiegoś powodu obawiasz się zadać mu to pytanie, które mi zadałaś: "w jaki sposób ratować przyjaźń"? Nawet jeżeli obawiasz się tego, co możesz w odpowiedzi na swoje pytanie od niego usłyszeć, wydaje mi się, że jedyną szansą na uratowanie Waszej przyjaźni jest szczera rozmowa, którą możesz sama zainicjować. Spróbuj powiedzieć swojemu przyjacielowi o swoich uczuciach wobec niego, swoich oczekiwaniach i obawach. I daj mu czas na zastanowienie się nad tym, co mu powiedziałaś i nad tym, co sam czuje.
Pozdrawiam serdecznie,
Kinga Frąckiewicz
Życie mnie przytłacza
Przeżywam kryzys życiowy, nie radzę sobie w życiu i w społeczeństwie; nie radzę sobie ze stresem.
Nie potrafię rozmawiać i nie wiem, jak zacząć. Może zacznę, że chcę żyć normalnie. Przeżywam kryzys życiowy, nie radzę sobie w życiu i w społeczeństwie; nie radzę sobie ze stresem. Jestem człowiekiem bardzo wrażliwym, uczuciowym, jestem romantykiem, ale staram się mocno chodzić po ziemi, choć mam też marzenia. Myślę, by skończyć szkołę, myślę, by założyć rodzinę, myślę o własnym ślubie i myślę o dziecku, myślę, by mieć dziewczynę. Ostatnio męczy mnie takie życie, wielka wegetacja - co to za życie. Rano wychodzę do pracy, po pracy wracam do domu tak codziennie. Taka monotonia i rutyna. Jestem nieśmiały i nie potrafię nawiązać znajomości i kontaktu z innymi ludźmi, a tym bardziej z rówieśnikami. Dziwnie się moje życie potoczyło, czuję samotność i pustkę. I zastanawiam się, co jest nie tak, dlaczego nic mi się w życiu nie udaje. Zastanawiam się, dlaczego tak jest, że jestem samotny. Czuję potrzebę miłości i bliskości, a nie mam nic. Czuję brak dziewczyny, a chciałbym ją mieć. Lubię spacery, uwielbiam pocałunki i wspólne chwile - tego mi brak. Brak mi rodziny, ponieważ sam nie mam rodziny. Tata się mną nie interesuje, inna rodzina nie ma dla mnie czasu, a rodzina od strony wujka nie chce mnie znać, bo jestem biedny, a nie bogaty. Podobno z rodziną dobrze się wychodzi tylko na zdjęciu. Brak mi przyjaciela. Nigdy nie miałem prawdziwego przyjaciela, któremu mogę się zwierzyć, takiego od serca, choć też jest takie przysłowie, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Nie mam kolegów i koleżanek, żyję jak pustelnik. Nie cieszę się z życia, życie nie daje mi satysfakcji, nie jestem w życiu szczęśliwy, choć jednego dnia tryskam optymizmem, a innego - pełny pesymizm. Ogólnie jestem pesymistą. Nie widzę sensu życia, myślałem o samobójstwie, o tym, że jestem niepotrzebny. Chciałem się nawet zabić, no ale bezskutecznie. Myślałem o stałym związku, nawet dawałem ogłoszenia typu "chłopak pozna dziewczynę". Poznałem dziewczynę, właśnie przez Internet, byłem z nią prawie pół roku, ale nic z tego nie wyszło i zawsze mi nie wychodzi. Może jestem do niczego? Dziewczyna mnie oszukiwała, okłamała mnie kilka razy; okłamała mnie, że była w Stanach, a jej tam nie było. Okłamała mnie, że ślub jej brata był odwołany. Później napisała do mnie SMS, że to nie ma sensu, że powinniśmy się rozstać, że zasługuję na lepsz i się miłość zakończyła. Kochałem ją i ją pragnąłem. Poznałem też wiele innych dziewczyn, z jedną się spotykałem, a i tak nic z tego nie było. Napisała do mnie, że byłem cudowny, że słodko całuję i miło podrywam, ale dzięki mnie zrozumiała, że ktoś inny nią się zainteresuje. O innych dziewczynach szkoda już pisać, bo czasu za mało, żeby opowiadać. Aż brak mi słów, zawiodłem się. Jak już doszliśmy do związków, powinienem dodać, że jestem uzależniony od seksu i też jestem uzależniony od masturbacji. Ostatnio się zastanawiam, co ja jestem wart, co ja mogę zaoferować dziewczynie, czy ja mogę być dobrym partnerem, czy mogę być dobrym tatą? Zastanawiam się też nad sensem swojego życia, czy ja coś w życiu osiągnę, czy sobie w życiu poradzę. Zastanawiam się, czy znajdę dziewczynę. Nie jestem przystojny i bogaty, a i wykształcony też nie jestem. Czy dziewczyna będzie mnie chciała? Zastanawiam się nad tym, że żadna dziewczyna nie chce mnie na jedną noc, a co mówić o całym życiu? Ja szukam dziewczyny na stałe; nie interesują mnie przelotne znajomości. Nie mam szczęścia i powodzenia u dziewczyn. Jestem nudziarz. Przecież dziewczyna przy mnie się będzie nudziła, nie potrafię z dziewczynami rozmawiać. Miałem tylko jedną dziewczynę i nie jestem za bardzo doświadczony. Boję się odrzucenia. Nie mam szczęścia w miłości. Praca nie daje mi satysfakcji i szczęścia, bo pracuję w serwisie sprzątającym, z czego mam być dumny. Nie potrafię znaleźć innej pracy, może się boję, że gdzieś w innej pracy nie dam rady. W szkole też za bardzo mi nie idzie, nie jestem asem. Moim jedynym przyjacielem jest komputer, cały dzień siedzę przed nim, nie wychodzę nigdzie z domu, chyba że do pracy . W przeszłości inni się ze mnie śmiali i mnie wyzywali od "Mongoł", "Goryl", "Królik", "Małpa" itp.
Nie panuję nad swoimi uczuciami i nie panuję nad swoimi emocjami. Często się denerwuję i często wybucham, kiedyś potrafiłem uderzyć mamę, choć teraz z tym walczę. Mam problem z nerwami, nie panuję nad nimi. Ostatnio nawet mam problemy ze zdrowiem. Mam niską samoocenę, mam mało doświadczenia w relacjach międzyludzkich, jestem osobą bardzo wrażliwą oraz bardzo uczuciową i emocjonalną. W moim życiu emocje odgrywają główną rolę. Nie jestem zadowolony ze swojego wyglądu, w pracy doświadczam wielu stresów, mam nawyki, których nie potrafię zmienić, czuję się sfrustrowany, gdy sprawy nie idą po mojej myśli, mam trudności z kontrolowaniem swojej złości, nie kontroluję swoich uczuć, gdy popełnię błąd, nie potrafię się z siebie śmiać, nienawidzę popełnić błędów, mam skłonności porównywania siebie z innymi, mam trudności w kontaktach z ludźmi, mam skłonności do złego nastroju, mam skłonności do pozostawania w tyle, mam trudności z powiedzeniem "nie". Nie oceniam zbyt wysoko siebie; oceniam siebie krytycznie, mam skłonności zamartwiania się, mam skłonności do bycia niespokojnym, mam skłonności do bycia niecierpliwym, nie czuję się tak szczęśliwy i spełniony, jak chciałbym się czuć. Chcę znaleźć dziewczynę, chcę znaleźć przyjaciół. Cały czas myślę o przeszłości i boję się przyszłości. Mam mętlik w głowie. Dziś znów siedzę w tych czterech ścianach, z których chciałbym się uwolnić. Jestem niewolnikiem własnego domu, już tak dłużej nie mogę, duszę się w nim, chce gdzieś iść, a nie mam dokąd. Tak dłużej nie mogę, mam tego wszystkiego dość, chciałbym w nocy się nie obudzić i się nie męczyć. Sam nie potrafię się zabić. Co to życie jest warte? Jest mi ciężko i nie wiem, jak to wszystko zmienić, chce znów zacząć żyć, chce się zmienić i chcę zmienić swoje życie. Ale się rozpisałem.
Pozdrawiam
Odpowiedź psychologa:
Witam Cię serdecznie, Łukaszu,
Dziękuję Ci za to, że podzieliłeś się ze mną dręczącymi Cię problemami. Już na wstępie obalę jedno z Twoich negatywnych przekonań, jakie masz na swój temat. Piszesz o tym, że nie potrafisz komunikować się z innymi, a ja odnoszę wrażenie, że potrafisz wspaniale się wypowiadać. Kiedy piszesz, czułam Ciebie, Twoje emocje, potrafiłeś doskonale opisać swoje stany emocjonalne, masz bogate słownictwo. Ja nie miałam wrażenia, że opowiadasz nieinteresująco. Dobrze się Ciebie słucha. Możliwe, że łatwiej Ci kontaktować się za pomocą komputera, kiedy piszesz, niż w bezpośredniej rozmowie z drugim człowiekiem.
Na podstawie tego, co piszesz, przypuszczam, że paraliżuje Cię lęk w bezpośrednim kontakcie z ludźmi, stąd masz mało znajomych, nie masz kolegów, dziewczyny, przyjaciół. Jeśli popracujesz nad zmniejszeniem tego lęku, okaże się z pewnością, że masz wiele do zaoferowania innym. Piszesz, Łukaszu, o swojej wrażliwości, jesteś refleksyjny. Takie cechy łączą się często z umiejętnością bycia empatycznym. Dla wielu osób to właśnie jest najważniejsza cecha, i to, że ktoś ich potrafi wysłuchać. Potrafisz, Łukaszu, kochać i być lojalnym i wiernym. To bardzo cenne. Myślę, że w głębi duszy wiesz o tym, jak dużo masz w sobie wartościowych cech, tylko nie wierzysz, że inni to zauważą, myślisz, że oczekują od Ciebie, żebyś był kimś innym, nie sobą, że Twoje cechy nie są wystarczająco cenne i dobre. Nie chcesz pokazać innym autentycznego siebie. Ale są to tylko Twoje założenia. Unikając ludzi, unikając nawiązywania nowych znajomości, utwierdzasz się tylko w swoich obawach.
Łukaszu, piszesz o tym, że rozstała się z Tobą dziewczyna. Wiesz, rzadko kiedy jest tak, że pierwsze miłości są tymi ostatnimi. Nawet bardzo przebojowe, odważne osoby często długo szukają odpowiednich partnerów, zostają porzucane, rozwodzą się. Nie świadczy to o tym, że nic nie są warte, tylko o tym, że partnerzy nie pasują do siebie. Jedno z nich albo obydwoje mają odmienne oczekiwania co do związku i partnera. To, że dziewczyna Cię opuściła, nie jest jednoznaczne z tym, że nie potrafisz być dobrym mężem i ojcem. To znaczy, że nie jesteś odpowiednim partnerem dla niej, a ona dla Ciebie odpowiednią partnerką. Ludzie przy rozstaniu mówią sobie często wszystko to, co o sobie myślą, a czego nie chcieli powiedzieć, kiedy razem byli, żeby się nie urazić. Przypomnij sobie, co powiedziała o Tobie Twoja była dziewczyna. Same pozytywne rzeczy.
Rozumiem, Łukaszu, że bardzo bolesne musiało być dla Ciebie doświadczenie, kiedy rówieśnicy naśmiewali się z Ciebie. Domyślam się, że byłeś pod jakimś względem inni niż oni, wrażliwszy, delikatniejszy, stojący z boku. Niestety często inność budzi w ludziach, szczególnie młodych, niedojrzałych silny niepokój. To doświadczenie mogło Cię zamknąć na kontakty, zwiększyć Twój lęk przed ludźmi. Spotykamy na swojej drodze wielu ludzi, to naturalne, że nie wszyscy będą nas lubić, nie jest możliwe sprostać oczekiwaniom wszystkich, bo każdy ma inne. Jeśli nie odważymy się być w kontaktach z innymi sobą, nie będziemy mieć prawdziwych przyjaciół, bo tylko ci są prawdziwymi przyjaciółmi, którzy zaakceptują nas takimi, jakimi jesteśmy.
Łukaszu, masz w sobie bardzo surowego wewnętrznego krytyka, oceniasz się bardzo ostro, zakładając, że nie potrafisz dać innym niczego cennego. Miłość, poświęcony czas i uwaga, szacunek, wierność. Czy to nie są rzeczy najcenniejsze? Bardzo bym chciała, żebyś zaczął polemizować ze swoim wewnętrznym krytykiem, sprawdzać, czy ma rację, wchodząc w relacje z innymi ludźmi i obalać jego argumenty. Długo już jesteś w sytuacji, w której czujesz obawę przed kontaktem z ludźmi, prawdopodobnie cierpisz na fobię społeczną. To bardzo uciążliwe zaburzenie, doprowadzające do tak wielkiej czasami frustracji (bo jesteś pozbawiony możliwości zaspokojenia swoich najbardziej podstawowych potrzeb, jakimi są potrzeby kontaktów społecznych), że ta frustracja przeradza się w agresję. Jest w Tobie tyle lęku wywołującego napięcie, że to napięcie domaga się rozładowania w agresywnej formie. Łukaszu, fobia społeczna jest uleczalna, ale to proces wymagający psychoterapii. Zachęcam Cię do podjęcia psychoterapii jak najszybciej, walcz o siebie i swoje szczęście.
Wierzę, że Ci się to uda.
Kinga Frąckiewicz - psycholog.
Trójkąt miłosny
Problem:
Mam problem, potrzebuję porad, dorad, nie wiem sam. Może zacznę opisywać swoja głupią sytuację.
Mam dziewczynę, Natalkę :)
24 grudnia będzie 2 lata, jak jesteśmy razem, od roku nie ufamy sobie. Ona mi nie ufa, bo to i to, ja jej nie ufam, bo pracuję za granicą i jak często dzwoniłem do niej, pytając, co robi, odpowiadała, że kładzie się spać, a chodziła na dyskoteki i pewnego dnia za dużo wypiła i nie dużo brakowało i no wie Pani, ale opamiętała się sama. Zmieniło się to, już nie chodzi na dyskoteki, nie ma żadnych kontaktów, które mogłyby mnie niepokoić, tylko po prostu sobie nie ufamy.
Aż tu w końcu byłem na wakacjach w Polsce, na Mazurach i moja młodsza siostra przyjechała z koleżanką z Niemiec, Basią, koleżanką Portugalką Beccą i wiem, głupio, że to tak piszę, prosząc o pomoc, ale naprawdę chcę, by ktoś mi doradził. I wie Pani, koleżanka ładna, młoda, ciało jak ze sceny i się stało. Zbliżyliśmy się do siebie raz, drugi, teraz w Niemczech trzeci. Zakochała się i nie ukrywam, że ja też. Kocham swoją Natalkę, kocham Beccę, to dziwne, wiem, ale cóż...
Z Natalką ciągłe kłótnie wywołane brakiem zaufania. Owszem, nie dziwię się teraz jej, że mi nie ufa, ale nie wie, że Becca i ja coś tam. Natalka mnie potrzebuje, nie chcę jej zostawić, BO JĄ KOCHAM. Becca płacze, ciągle prosi, bym w końcu Natalkę zostawił.
Rozmawiałem na ten temat z Beccą, przepraszałem ją. Na początku mówiłem, że to moja wina, mój wielki błąd. Ona tłumaczy, że to wina moja, ale nie błąd, tak miało się stać...
Więc naprawdę proszę o pomoc. Proszę, plis
Z góry dziękuję i pozdrawiam
Odpowiedź psychologa:
Dziękuję Ci, że podzieliłeś się ze mną problemem, który Ci dokucza.
Rozumiem, że trudne może być bycie jednocześnie w dwóch związkach. Mogą pojawiać się wyrzuty sumienia, poczucie, że jesteś nie w porządku wobec swojej dziewczyny, która nie wie o tej drugiej, także obawa o to, że dowie się w jakiś sposób o tym, że jesteś równocześnie z inną dziewczyną. Taka sytuacja może być mocno stresująca dla Ciebie. Rozumiem, że nie chcesz w niej dłużej tkwić, postanowiłeś zdecydować, z którą dziewczyną dalej być.
Pracujesz za granicą, więc Wasze kontakty z Natalką są w związku z tym bardzo ograniczone, na co dzień rozmawiacie ze sobą jedynie przez telefon. Trudno jest stworzyć dobry, trwały związek na odległość. Każde z Was potrzebuje zapewne bliskości, również tej fizycznej. Piszesz, że kochasz Natalkę, chcesz być z nią, mimo że Becca zauroczyła Cię fizycznie (jej ciało, budzące w Tobie pożądanie), a jej prośby o to, żebyś z nią był, powodują, że mięknie Ci serce.
Adasiu, piszesz o tym, że nie ma i nie było zaufania pomiędzy Tobą a Natalką. Często jest tak, że nie mamy zaufania do partnera wtedy, kiedy nie ufamy samemu sobie. Kiedy czujemy, że nam może być trudno być wiernym partnerowi, myślimy często, że partner może czuć podobnie.
Nie wiem, z jakiego powodu Ty rozpocząłeś znajomość z Beccą. Dobrze byłoby, gdybyś sam zastanowił się nad tym. Czy było tak, że czegoś brakowało Ci w związku z Natalką? Jeżeli tak i tego szukałeś u innej dziewczyny, zastanów się, jak można by było zmienić coś w Waszym związku z Natalką, żeby był on pełniejszy, lepszy? Co daje Ci bycie z Beccą, czego nie możesz otrzymać w związku z Natalią? Może być i tak, że sama odległość i potrzeba kontaktów fizycznych przyczyniła się do tego, że zacząłeś romans z Beccą.
Adasiu, ta sytuacja, która się wydarzyła, może Ci pokazywać, że trudno jest Ci być z dziewczyną na odległość, kiedy Ty mieszkasz w innym kraju, daleko od niej.
Myślę sobie, że Wasz związek z Natalką miałby szansę ponownie rozkwitnąć, gdybyście mogli być razem. Nie wiem, jak długo zamierzasz pracować za granicą, może byłoby możliwe, żeby Natalia przyjechała do Ciebie, żebyście zamieszkali razem?
Napisałam, że widzę szansę dla Waszego związku z Natalką, ponieważ zauważyłam, że bardzo ciepło wyrażasz się o niej. Piszesz, że ją kochasz, że boisz się tego, że mógłbyś ją stracić. Becca natomiast, z tego co piszesz, urzekła Cię swoim pięknym ciałem. Być może romans z Beccą jest przelotnym zauroczeniem? Pamiętaj, że namiętność w trakcie trwania związku często maleje, przemienia się bardziej w czułość.
Zastanów się, z którą dziewczyną lepiej się czujesz na co dzień, z którą lubisz spędzać czas, możesz się wspólnie czymś zachwycić, bo łączą Was podobne zainteresowania? Może w ten sposób łatwiej Ci będzie poczuć, która z nich jest dla Ciebie ważniejsza. Możesz też wyobrazić sobie, że każda z nich znika z Twojego życia. Jak przeżywasz rozstanie z Natalią, jak się czujesz, kiedy odchodzi Becca?
Czasem dobrze jest dać sobie czas na podjęcie ważnych decyzji. Może dobrze by było, żebyś na jakiś czas rozstał się z Natalią i z Beccą, dał sobie czas na poczucie tego, z którą z nich chcesz być, za która mocniej tęsknisz. Może się też okazać, że żadna z nich nie jest dziewczyną, z którą bycie jest dla Ciebie wystarczające na tyle, że nie będziesz szukał gdzie indziej tego, czego brakuje Ci w obu związkach.
Pamiętaj, że ważne jest to, żebyś w wyborze partnerki nie kierował się litością. Jeżeli tak zrobisz, żadne z Was nie będzie szczęśliwe, pozbawisz siebie i dziewczynę, z którą będziesz, możliwości doświadczenia w pełni miłości, takiej, w której można czuć się kochanym i samemu kochać. Niestety, sam musisz podjąć decyzję, którą z dziewczyn wybrać, ja mogę tylko pomóc Ci w tym wyborze.
Pozdrawiam Cię serdecznie,
Kinga Frąckiewicz
Seks i dzieci
Jak rozmawiać z dziećmi o seksie?
Nasze dzieci zewsząd bombardowane są seksem. Od treści seksualnych roi się we wszechobecnej w niemalże każdym domu telewizji, reklamie. W gazetach dla młodych ludzi zamieszczane są techniczne wskazówki opisujące różnorodność pozycji seksualnych. Nasze dzieci o seksie dowiadują się z telewizji, gazet, Internetu, z przechwałek kolegów i koleżanek, którzy już "to" robili.
Czytają w rubrykach z poradami listy nastolatków, którzy często narzekają, że jeszcze nie przeżyli swojego pierwszego razu, chociaż mają już 15, 16 lat. Czują się często gorsze, jeśli w tym wieku nie doświadczyli jeszcze seksu, więc często wchodzą w relacje seksualne zbyt szybko. Pierwsze doświadczenie seksualne, zamiast stać się czymś wyjątkowym, jest byle jakie, seks jest pośpieszny, z partnerem, z którym nie wiąże ich głębsze uczucie. Chłopcy wierzą, że muszą rozładować napięcie seksualne, byle szybko, nieważne z kim. Żeby im się nic od tego napięcia nie stało i żeby nie być gorszymi od kolegów.
Dziewczynki często nie są jeszcze gotowe na seks, ale godzą się na współżycie z obawy, że chłopcy nie będą chcieli czekać, aż one do seksu dojrzeją i że przestaną być dla nich interesujące, jeżeli nie zdecydują się na współżycie. Seks pokazywany w mediach nie przypomina rzeczywistości. Kobieta w filmach przeżywa orgazm po kilku minutach stosunku, głośno krzycząc i mnąc prześcieradło. Mając taki obraz w głowach, młodzi chłopcy czują się sfrustrowani, kiedy podczas pierwszych stosunków seksualnych nie są tak sprawni jak bohaterowie filmów doprowadzający kobietę w zawrotnym tempie do orgazmu. Ponieważ czują silne podniecenie, może wystąpić u nich przedwczesny wytrysk nasienia albo przeciwnie, nie potrafią się dostatecznie podniecić, ponieważ są mocno zdenerwowani swoim pierwszym razem. Powinni wiedzieć, że takie sytuacje są zupełnie naturalne i nie świadczą o tym, że coś jest z nimi nie tak. Ale telewizja, reklamy i koledzy im o tym nie powiedzą. Musimy to zrobić my - rodzice.
Rozmawiać z dziećmi o dojrzewaniu, o tym, w jaki sposób zmienia się ich ciało i rodzi seksualność. Rozmawiać z nimi o ich seksualności, pomimo że najczęściej wstydzimy się poruszać ten temat. Mamy pokusę, żeby go przemilczeć, poczekać, aż dziecko wyedukuje się samo. Bo tak robili najczęściej nasi rodzice, nie rozmawiali z nami o seksie, wstydzili się i przekazywali nam ten wstyd. My zarażamy tym wstydem nasze dzieci. Powstaje błędne koło. Kiedy przełamiemy wstyd i pomimo niego zaczniemy z dziećmi rozmawiać o seksualności, pamiętajmy, że trzeba powiedzieć o tym, jak zabezpieczyć się przed niechciana ciążą, gdzie zdobyć środki antykoncepcyjne; o tym, jak może reagować podczas podniecenia i podczas seksu ciało, podkreślając, że te reakcje są czymś naturalnym.
Ale poza tymi informacjami bardzo potrzebne jest położenie nacisku w rozmowie na to, jak ważne są uczucia między partnerami, którzy decydują się na seks. Istotne jest podkreślenie roli uczuć, bo to one powodują, że seks może być cudownym przeżyciem, podczas którego odczuwamy jedność z partnerem. To miłość do partnera sprawia, że czujemy się przy nim bezpiecznie, potrafimy się rozluźnić, otworzyć na doznania płynące z seksualnego aktu. Mówmy swoim dzieciom, że nie warto śpieszyć się z rozpoczęciem współżycia. Jeżeli poczekamy z seksem, poznamy przedtem partnera, pouwodzimy się wzrokiem, czułym dotykiem, słowami, wtedy mamy większe szanse zaangażować się w relację, która nie będzie jednorazową przygodą. Jeśli partner poczeka na seks, wtedy widzimy, że zależy mu na relacji z nami, nie tylko na rozładowaniu napięcia seksualnego. Poza tym uwodzenie się w oczekiwaniu na seks sprawia, że napięcie seksualne pomiędzy partnerami rośnie. Odraczając moment seksu, sprawiamy, że pożądamy partnera jeszcze bardziej i seks jest jeszcze wspanialszym przeżyciem.
W Indiach świętuje się dzień, w którym dziewczynka staje się kobietą. Może warto w naszych rodzinach potraktować jako święto dzień, w którym dziewczynka ma pierwszą miesiączkę? Obdarować ją prezentami z tej okazji. Postarajmy się, żeby seksualność nie była dla naszych dzieci czymś, czego będą się wstydzić ale tym, co stanie się źródłem radości.
Pozdrawiam Cię serdecznie,
Kinga Frąckiewicz
Po rozstaniu
Jak zapomnieć o byłej?
Mój facet nie umie zapomnieć o swojej byłej. Minęło już 5 lat, odkąd się rozstali, a on po obejrzeniu jej fotek na naszej-klasie nieustannie o niej gada! Nie może się opanować, a wie, że mnie to doprowadza do wściekłości. Kiedyś ona go zdradziła, teraz wysyła mu zaproszenie na naszą-klasę i proponowała kilkakrotnie spotkanie. Odmówił, ale mam wrażenie, że ona go omotała! Zaczął zachowywać się jak małolat zakochany w koleżance z klasy, chyba przez to wszystko zwariuję. Nie wiem, co robić, pokazałam mu już przecież, że tego nie toleruję, ale on uważa, że w jego zachowaniu nie ma nic złego.
Odpowiedź seksuologa:
Pisze pani, że partner jakiś czas temu odnowił znajomość z byłą dziewczyną. Zapewne niegdyś tamta kobieta była dla niego bardzo ważna. Skrzywdziła go, ale z upływem lat wybaczył jej i nie ma żalu. Z uwagi na to, co ich łączyło, pragną się spotkać. Odrodzenie dawnej znajomości wywołało w Pani mężczyźnie dużo emocji.
To dlatego wciąż podejmuje temat swojej byłej. Pani czuje się w tej sytuacji bardzo niepewnie, obawia się, by parter nie powrócił do dawnej miłości - stąd to zdenerwowanie i frustracja. Proszę porozmawiać z mężczyzną. Opisać mu swoje lęki i złość, wyjaśnić, jak ważna jest dla Pani kwestia jego zerwania z przeszłością. On także źle czułby się w sytuacji, kiedy flirtowałaby Pani z kolegą.
Zaufanie w związku jest bardzo istotnym elementem. Jeśli partner swoim zachowaniem burzy Pani poczucie bezpieczeństwa, należy wyjaśnić z nim tę sytuację. Warto spytać, do czego zmierza i co chce osiągnąć poprzez odnawianie relacji z byłą dziewczyną oraz jak wyobraża sobie Waszą przyszłość.
Pozdrawiam serdecznie,
Anna Zawadzka
Seks
Kobieta a seks
Zauważyłam taką społeczną prawidłowość i niestety odczułam ją na własne skórze. Faceci zaliczający po kolei kobiety i mający na swoim erotycznym koncie całą masę "przygód na jedną noc" uważani są przez otoczenie za "super samców", a kobiety miewające jednorazowe erotyczne przygody niemalże od razu dostają etykietkę "łatwej", jeżeli nie "dziwki". A przecież biologia jest tylko biologią, a kobiety niebędące w stałych związkach też mają potrzeby seksualne... Jestem sama i nie chcę się wiązać na stałe, ale też mam ochotę iść czasem z kimś do łóżka. Jak mam więc sobie poradzić, żeby nie wyjść w środowisk na puszczalską? Nie chcę się tylko masturbować. Dlaczego społeczeństwo tak surowo ocenia kobiety, które po prostu mają ochotę na seks?
Odpowiedź seksuologa:
Sytuacja, którą Pani opisuje, nurtuje wiele kobiet. Wywołuje poczucie niesprawiedliwości i bezradności wobec ostracyzmu społecznego.
Bardzo duża wartość przypisywana kobiecej monogamii i stałości uczuciowej wynika z uwarunkowań społeczno-ekonomicznych poprzednich wieków. Niegdyś kobiety nie miały dostępu do edukacji oraz, co za tym idzie, możliwości podejmowania intratnych prac dających szansę na samodzielne utrzymanie. Główną rolą kobiety było wychowywanie dzieci oraz prowadzenie gospodarstwa domowego - mężczyzna utrzymywał rodzinę, dbał o dobra materialne oraz bytowe. Młode dziewczyny spod opieki ojca przechodziły płynnie pod opiekę męża - staropanieństwo było uważane za wielką krzywdę oraz ujmę.
Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Mamy nieograniczony dostęp do zdobywania wiedzy, uczenia się zawodów, podejmowania dobrze płatnych prac. Dzięki temu jesteśmy w stanie same zadbać o nasze finanse oraz stworzyć sobie godne warunki materialne. Jednak mimo postępującej emancypacji kobiet nadal większość ludzi zachowało pogląd, że młoda dziewczyna powinna się ustatkować u boku mężczyzny i pozostać mu wierna (zupełnie jak kilka wieków temu).
Zmieniło się także postrzeganie kontaktów seksualnych. Niegdyś seks był silnie związany z instytucją małżeństwa i służył prokreacji oraz zaspokajaniu potrzeb mężczyzny w sposób ściśle obwarowany zakazami i nakazami religijnymi. Współcześnie coraz częściej mówimy o potrzebach i roli satysfakcji seksualnej kobiet. Dla płci żeńskiej seks nie jest już czynnością w służbie męża. Stał się aktywnością wolicjonalną - kobieta ma prawo decydować o ilości, jakości kontaktów fizycznych, a także swobodnie wybierać partnerów. Jednak taka tendencja w postrzeganiu kobiecej seksualności dopiero się rozwija i minie wiele lat, zanim społeczeństwo dojrzeje do przyjęcia emancypacji seksualnej kobiet.
Pozdrawiam serdecznie,
Anna Zawadzka, seksuolog
Seks
Seks przed czy po ślubie?
Poznałam wspaniałego chłopaka.. nasza znajomość rozpoczęła się od pocałunku, potem były większe pieszczoty, ale nic specjalnego. Teraz jesteśmy razem już rok i chcemy się pobrać, ale on nie chce iść ze mną do łóżka przed ślubem. Twierdzi, że jest prawiczkiem, pochodzi z bardzo katolickiej rodziny, nie ma mowy o seksie. Jestem oburzona, ponieważ żyjemy w XXI w. i dawno za nami takie zasady. Nie chcę wychodzić za mąż, nie mając pewności, że w sferze seksualnej też jesteśmy dopasowani. Zaczynam się już martwić, czy on nie jest gejem. Nie wiem, jak go namówić na seks i co robić, jeśli mi się to nie uda. W końcu ślub już latem.
Odpowiedź seksuologa:
Naszą seksualność wyznaczają normy swoiste dla danych grup społecznych. Wyróżniamy normy prawne, kulturowe, medyczne, religijne itp. Ludzie poruszają się w granicach tych norm, unikając tym samym ostracyzmu społecznego, sankcji prawnych oraz wyrzutów własnego sumienia. Postrzeganie norm oraz spostrzeganie elastyczności granic w dużej mierze zależy od środowiska, w którym się wychowujemy.
Jeśli wywodzimy się z rodziny o dość liberalnym podejściu do seksualności i aktywności seksualnych, wówczas nasze zachowanie w kontaktach fizycznych będzie bardziej swobodne, zgodne z naszymi potrzebami psychofizycznymi, nastawione na dostarczanie sobie i partnerowi przyjemności.
Pani chłopak wywodzi się ze środowiska konserwatywnego o zarysowanym wpływie religii chrześcijańskiej, która w określony sposób wyznacza zasady współżycia. Dotyczą one w szczególności traktowania seksu jako drogi prokreacyjnej oraz uzyskiwania przyjemności cielesnej budującej więź małżeńską. Pozamałżeńskie kontakty seksualne Kościół krytykuje i odrzuca.
Sfera seksualna jest bardzo ważna w relacji między dwojgiem ludzi. Udane życie seksualne jest źródłem satysfakcji i ważnym czynnikiem decydującym o poziomie zadowolenia z małżeństwa. To normalne, że obawia się Pani braku inicjacji przed ślubem. Proszę jednak pamiętać, że satysfakcjonujący seks w dużej mierze zależy od szacunku, akceptacji, wzajemnej miłości. Ludzie potrzebują czasu, aby "dopasować się" do siebie nie tylko w codziennym funkcjonowaniu, ale i w kontaktach seksualnych. Wymaga to chęci i pracy z obu stron.
Związek partnerski polega na kompromisie, akceptacji i zrozumieniu dla potrzeb i postaw drugiego człowieka. Przede wszystkim powinniście porozmawiać o własnych oczekiwaniach, obawach i pragnieniach - znaleźć porozumienie bez narzucania swojej woli partnerowi.
Pozdrawiam serdecznie,
Anna Zawadzka, seksuolog
Trójkąty
Czy decydować się na seks w trójkącie?
Chciałabym spróbować seksu w trójkącie, ale nie wiem, jak o tym powiedzieć mojemu partnerowi. Jesteśmy szczęśliwą parą. Marzy mi się seks z moim ukochanym i jeszcze jedną kobietą. Mam taką fantazję, ale trochę boję się, że to może przyczynić się do destrukcji związku. Obawiam się, że tak mi się to spodoba, że już nie będę chciała kochać się inaczej. Nie chcę też, żeby pomyślał, że mi nie wystarcza. Nie wiem, jak do tego podejść, jak mu o tym powiedzieć i czy to na pewno dobry pomysł, ale czytałam, że powinno się realizować swoje fantazje seksualne.
Odpowiedź seksuologa:
Każdy człowiek posiada fantazje seksualne. Dotyczą one partnera, osób nieznanych, idoli. Także zachowania, które podejmujemy w trakcie fantazji, mogą być najróżniejsze - często bywają tak nietypowe, że nigdy nie zdecydowalibyśmy się na ich realizację poza wyobraźnią. Niektóre jednak pragniemy przenieść w świat rzeczywistych relacji. Pisze Pani, że marzy jej się seks w trójkącie. Z pewnością realizacja tej fantazji będzie wiązała się z różnymi konsekwencjami, ponieważ do najintymniejszej sfery związku chce Pani dopuścić osobę trzecią, która urozmaici Wasz seks, wprowadzi do niego nowe elementy i zachowania właściwe dla niej samej.
Warto przede wszystkim porozmawiać z partnerem. Zapytać, czy ma ochotę na dopuszczenie do seksu obcej osoby, czy odpowiadałaby mu taka forma aktywności. Jeśli partner nie zgodzi się, wówczas możecie porozmawiać o innych formach urozmaicania kontaktów seksualnych: nowych pozycjach, miejscach, stosowaniu akcesoriów, których na rynku jest obecnie duży wybór.
Jeśli partner wyrazi chęć włączenia drugiej kobiety do życia seksualnego, wówczas rozważcie wszelkie możliwe konsekwencje i oszacujcie, jak to może wpłynąć na Wasze relacje, także poza seksualne, biorąc pod uwagę wszystkie straty i zyski.
Pozdrawiam serdecznie,
Anna Zawadzka, seksuolog
Seks
Czy uprawiać seks podczas menstruacji?
Czytałam o tym nieco, ale wciąż nie mam pewności. Zadam więc pytanie wprost: czy można uprawiać seks w czasie okresu i czy wtedy jest większa szansa, żeby zajść w ciążę? Czy wtedy jajeczkowanie jest większe? Bardzo bym chciała, żeby wytłumaczono mi, co właściwie się dzieje podczas okresu w ciele kobiety i czy seks w tym czasie jest bardzo ryzykowny.
Odpowiedź seksuologa:
Cykl miesiączkowy, zwany menstruacyjnym, składa się z 4 etapów: krwawienie miesiączkowe, faza folikularna, owulacja i faza lutealna. Bardzo uproszczony schemat przedstawia się następująco. W fazie folikularnej odbudowuje się nabłonek błony śluzowej macicy złuszczony w trakcie menstruacji, a pod wpływem między innymi estrogenów (czyli hormonów płciowych) dochodzi do pobudzenia jajników, w których dojrzewają pęcherzyki z komórkami jajowymi.
W trakcie owulacji uwalniana jest komórka jajowa. Wyłapywana jest ona przez jajowód, w którym czeka na zapłodnienie. Jeśli w tym okresie nie dojdzie do zapłodnienia, jajeczko obumiera. Od owulacji do menstruacji mija przeciętnie 14 dni. W trakcie miesiączki następuje złuszczenie błony śluzowej macicy przygotowanej wcześniej do przyjęcia zapłodnionej komórki. Tkanki śluzówki wraz z krwią wydostają się wówczas z pochwy.
Z uwagi na styl życia oraz indywidualne cechy każdej kobiety, przyjmowane hormony lub leki, wydarzenia stresujące itp. czasem trudno jest oszacować z dokładnością dni płodne i niepłodne. Z tego względu, nawet w trakcie miesiączki może dojść do zapłodnienia komórki jajowej, szczególnie u młodych kobiet.
Nie ma przeciwwskazań medycznych do współżycia podczas menstruacji. Wszystko zależy od partnerów, ich preferencji oraz estetycznych odczuć. Należy jednak w tym okresie stosować prezerwatywy, gdyż łatwiej dochodzi do zakażeń różnymi chorobami.
Pozdrawiam serdecznie,
Anna Zawadzka, seksuolog
Anatomia seksu
Czy rozmiar penisa wpływa na pożycie?
Mam małego penisa i często widzę, jak moje partnerki są tym w pierwszej chwili zaskoczone. Mam jednak wrażenie, sądząc po ich późniejszych reakcjach, że mimo to jestem dobry w łóżku. Czy więc naprawdę rozmiar ma znaczenie? Czy to tylko teza wykreowana przez media, czy penis musi rzeczywiście mieć dostateczną długość, by zaspokoić potrzeby kobiety? A może sekret tkwi tylko w technice? Jeśli nie, czy powinienem postarać się o wydłużenie penisa? Na rynku jest tyle preparatów...
Odpowiedź seksuologa:
W naszej kulturze często penis uważany jest za symbol męskości. Kojarzony z energią, siłą, wigorem. Powstało wiele przekonań, często błędnych, na temat wpływu wielkości męskiego członka na satysfakcję seksualną. Być może z tego wynikają pierwsze reakcje kobiet na rozmiary Pańskiego penisa. W rzeczywistości nie istnieje żadna lub tylko niewielka zależność między doznaniem rozkoszy u partnerki a wielkością penetrującego członka.
Zazwyczaj ścianki pochwy stykają się ze sobą. Dopiero w trakcie wprowadzania przedmiotu, członka czy podczas porodu elastycznie poszerzają się, tworząc światło o szerokości dostosowanej do aktualnej potrzeby. Niezależnie od swojej wielkości penis zdolny do odbywania stosunków będzie stymulował najwrażliwsze strefy pochwy, czyli jej odcinek tuż przy wejściu lub górną powierzchnię około 4 cm od wejścia.
Pisze Pan o rozważaniu nad sztucznym powiększeniem członka. To prawda, że na rynku istnieje wiele preparatów wpływających na wielkość penisa oraz na erekcję. Zanim jednak podejmie się decyzję, warto zapoznać się ze skutkami ubocznymi i przeciwwskazaniami do stosowania specyfików. Z Pana listu wynika, że akceptuje Pan swoje ciało i nie ma kompleksów z powodu rozmiarów. Obawy dotyczą jedynie satysfakcji partnerki i z tego, co Pan napisał wynika, że są całkiem nieuzasadnione. Mam nadzieję, że dostatecznie rozwiałam Pana wątpliwości.
Pozdrawiam serdecznie,
Anna Zawadzka, seksuolog
Anatomia seksu
Na czym polega seks analny?
Na czym właściwie polega seks analny? Wiem, że o tym marzy większość facetów, podobno jest dla nich bardziej przyjemny niż zwykły seks. Czy to prawda? Ale czy dla kobiety jest to zdrowe? Czy trzeba zachować jakieś szczególne środki bezpieczeństwa i czy można podczas seksu analnego zajść w ciążę?
Odpowiedź seksuologa:
Seks analny jest jedną z form aktywności seksualnej polegającej na wprowadzaniu członka do odbytu. Postawa kobiet i mężczyzn wobec seksu analnego jest bardzo zróżnicowana. Dla jednych to metoda urozmaicenia życia seksualnego lub jedyna droga uzyskania seksualnej satysfakcji, dla innych temat tabu czy skojarzenie z brakiem estetyki i higieny. Część mężczyzn uważa, że wąskie ścianki odbytu kobiety zwiększają intensywność doznań. Możliwa jest także satysfakcja kobiety w trakcie kontaktu analnego z uwagi na silne unerwienie krocza, szczególnie przy jednoczesnej stymulacji pochwy czy łechtaczki.
Seks analny jest specyficzną formą kontaktu fizycznego, która wymaga stosowania dodatkowych środków bezpieczeństwa. Z uwagi na bakterie w końcowym odcinku przewodu pokarmowego oraz ewentualny kontakt z kałem ważne jest używanie prezerwatywy.
Obecnie są dostępne wersje prezerwatyw specjalnie przeznaczone do penetracji analnej - grubsze i z większą zawartością lubrykantu. Ścianki odbytu są bardzo wrażliwe na uszkodzenia, a ponadto nie mają wystarczającego naturalnego nawilżenia. Lubrykant zmniejsza ból i ułatwia ruchy frykcyjne. Pomocne jest także świadome rozluźnianie mięśni odbytu, aby umożliwić wprowadzenie członka.
Należy także przestrzegać zasad higieny. Jeśli po kontakcie analnym następuje waginalny trzeba umyć penisa i zmienić prezerwatywę, by zapobiec przeniesieniu flory bakteryjnej z odbytu do pochwy. Z uwagi na delikatną strukturę ścianki czasem dochodzi do otarć lub pęknięć błony śluzowej, co przejawia się bólem i krwawieniem. Należy wówczas zaprzestań stosunków do momentu zagojenia ran.
Podczas stosunku analnego nie jest możliwe zajście w ciążę. Wyjątek stanowią przypadki, gdy przy braku ostrożności część spermy spływa do okolic pochwy. Stosowanie prezerwatywy jednak eliminuje taką ewentualność.
Pozdrawiam serdecznie,
Anna Zawadzka, seksuolog
Zaburzenia seksualne
Anorgazmia - poważne schorzenie?
Jestem z moim chłopakiem ponad 5 lat. Kochamy się od 3 lat. Stosuję pigułki antykoncepcyjne, aby nie było wpadki. Ale ja jeszcze tak naprawdę nie przeżyłam prawdziwego orgazmu. Ani łechtaczkowego, ani pochwowego. Jest mi dobrze, on się stara za każdym razem, ale mi jeszcze świat nie zawirował ani razu. Nie wiem, co robić. Czy to możliwe, że to wina pigułek? Słyszałam też o anorgazmii, co to jest? Może na tym polega mój problem?
Odpowiedź seksuologa:
Anorgazmia, czyli zahamowanie orgazmu u kobiet, rozpoznaje się, gdy kobieta nigdy nie przeżywała orgazmu (także w trakcie masturbacji) pomimo osiągania odpowiedniego stopnia podniecenia seksualnego. Zdolność kobiety do przeżywania orgazmu nie jest wrodzona, a wyuczona i zależna od czynników biologicznych i psychicznych.
Należą do nich najczęściej przewlekłe choroby, przyjmowane leki (także hormony), uzależnienia, cechy osobowości, lęki, doznane w przeszłości urazy, przekonania religijne, stresujące wydarzenia życiowe, konflikty między partnerami. Leczenie polega przede wszystkim na eliminacji przyczyn zaburzenia poprzez farmakoterapię lub psychoterapię.
Jeśli brak orgazmu jest dla Pani problemem, warto udać się do specjalisty, który na podstawie badań i szczegółowego wywiadu zdiagnozuje Pani problem oraz określi jego przyczynę, by zaproponować odpowiednią metodę leczenia.
Pozdrawiam serdecznie,
Anna Zawadzka, seksuolog
Fantazje seksualne
Pornografia w komputerze męża
Znalazłam w komputerze męża zdjęcia i filmy pornograficzne z udziałem pięknych dziewczyn. Czuję się teraz zdradzona, a w dodatku bezwartościowa, bo daleko mi do tych pięknych kobiet. Mąż mnie upokorzył. Boję się, że kiedy się ze mną kocha, wyobraża sobie inne, lepsze. Powiedziałam mu o tym, ale on mówi, że sam nie wie, dlaczego sięga po te zdjęcia. Jak mam sobie z tym poradzić?
Odpowiedź seksuologa:
Sytuacja, w której kobieta odkrywa, że mąż ogląda treści pornograficzne, nigdy nie jest komfortowa. Masz prawo czuć się zdradzona i oszukana. To normalne odczucia. Mąż jednak prawdopodobnie nie postrzega pornografii przez pryzmat emocji.
Mężczyźni są zazwyczaj wzrokowcami. Dzięki zdjęciom czy filmom dostarczają sobie dodatkowych bodźców seksualnych. Mają one tylko służyć podnieceniu seksualnemu, a po rozładowaniu napięcia przestają być potrzebne. Pani jest w życiu kimś więcej dla męża niż tylko obiektem seksualnym. Dostarcza mu pani bodźców erotycznych, ale także daje miłość, troskę, ofiarowuje oddanie i szacunek. W podobny sposób mąż postrzega i traktuje Panią.
Proszę pamiętać, że to Panią mąż wybrał na towarzyszkę życia. Tego wyboru dokonał nieprzypadkowo. Zapewne kierował się Pani wyglądem oraz bogactwem wnętrza.
Jeśli obecna sytuacja jest dla Pani zbyt trudna, proszę porozmawiać o tym z mężem. Wyjawić mu swoje odczucia, spostrzeżenia. Wysłuchać też jego relacji i oceny własnego zachowania. Jeśli oboje dojdziecie do wniosku, że mąż nie potrafi zrezygnować lub ograniczyć korzystania z materiałów pornograficznych, a potrzeba jest zbyt silna i wykracza poza możliwości kontroli - wówczas warto zgłosić się do seksuologa w celu podjęcia odpowiedniej terapii.
Pozdrawiam serdecznie,
Anna Zawadzka, seksuolog
Trójkąty
Być z żonatym mężczyzną czy nie?
Jestem kochanką. Od dwóch lat spotykam się z żonatym mężczyzną. Bardzo się kochamy, ale on nie może zostawić żony i dzieci, bo są całkowicie zdani na niego. Chcę ponad wszystko z nim być, ale mam wyrzuty sumienia wobec jego rodziny. Wiem, że dążąc do własnego szczęścia, rujnuję życie innych ludzi. Co mam zrobić?
Odpowiedź seksuologa:
Mężczyźni często odczuwają znudzenie własnym małżeństwem. Natłok obowiązków, duża odpowiedzialność sprawia, że czasem zaczynają odczuwać chęć zmiany, urozmaicenia, marzą o beztroskiej przygodzie. Pragną mieć kogoś, kto pomoże im zapomnieć o codzienności, rozbudzi młodzieńcze uczucia, będzie wspierał, a nie obarczał problemami.
Związek pozamałżeński jest dla mężczyzn bardzo atrakcyjny. Jednocześnie trudno jest zostawić rodzinę, szczególnie dzieci. Na ogół mężczyźni nie decydują się na taki krok. Życie w dwóch związkach jest dla nich wygodne i niezwykle atrakcyjne.
Pani układa sobie życie z mężczyzną, który ma własną rodzinę. Jak sam zaznacza, czuje się bardzo odpowiedzialny za dzieci i żonę i nie planuje od nich odejść.
Pocieszające jest to, iż nie ukrywa tego przed Panią. Stara się być szczery i fair.
Proszę się jednak zastanowić, czy na pewno chce Pani przeżyć swoje życie u boku mężczyzny, który każde święta i ważne wydarzenia będzie dzielił z najbliższymi. Czy zawsze taka sytuacja będzie dla Pani komfortowa? Czy życie w cieniu w pewnym momencie nie stanie się uciążliwe? Proszę pomyśleć o sobie i swojej przyszłości.
Zasługuje Pani na bycie kimś najważniejszym swojego dla mężczyzny, a nie tylko na odgrywanie roli drugoplanowej. Ponadto Pani jest osobą bardzo wrażliwą i dostrzega sytuację żony i dzieci przyjaciela. Nie chce ich Pani krzywdzić - stąd poczucie winy. Może warto byłoby rozejrzeć się za innym partnerem, który nie będzie miał dodatkowych zobowiązań. Oczywiście decyzja należy do Pani.
Pozdrawiam serdecznie,
Anna Zawadzka, seksuolog
Nuda w związku
Jestem 7 lat po ślubie, życie nam się dobrze układa, świetnie się dogadujemy. Nie kłócimy się, seks też jest obiektywnie rzecz biorąc w porządku, ale jestem już znudzona. Chciałabym flirtować z innymi mężczyznami, spróbować z nimi seksu. Uwaga mojego męża już mi nie wystarcza. Aby czuć się kobietą potrzebuję bodźców z zewnątrz, ale wiem, że w ten sposób umysłowo zdradzam mojego męża. Co robić by do szczęścia nie było mi potrzebne zainteresowanie innych mężczyzn?
Odpowiedź seksuologa:
Pisze Pani, że jest znudzona relacją z mężem, że zaczyna myśleć o pewnym
urozmaiceniu swojego życia. Chęć bycia atrakcyjną i pożądaną dotyczy
każdej z nas. Nie ma w tym nic złego. Sytuacje, w których czujemy
zainteresowanie mężczyzn wpływają na naszą samoocenę. Sytuacje te stają
się niebezpieczne jeśli to platoniczne uwielbienie innego mężczyzny
zamienia się w konkretną propozycję. Wówczas rodzi się w nas dylemat.
Czy rozpocząć romans, czy też pozostać w relacji koleżeńskiej. Wybór
oczywiście należy do nas. Powinnyśmy rozważyć wszelkie jego konsekwencje.
My kobiety marzymy o bajce, w której miłość jest zawsze taka sama, jak
na początku znajomości. Pragniemy by nasz "książę" nigdy nie zmienił się
w "zwykłego" mężczyznę. Życie jednak wygląda troszkę inaczej. Miłość nie
jest stałym uczuciem. Posiada różne fazy, które następują po sobie w
określonej ściśle kolejności.
Na początku związku jest zauroczenie. Etap
zakochania jest przepełniony ekscytacją, fascynacją drugim człowiekiem.
Później dochodzi namiętność i zaangażowanie. Wtedy mówimy o związku
kompletnym. Z czasem pozostaje przyjaźń - czy będzie ona podsycana
dodatkowo intymnością i namiętnością zależy już od nas. Jeśli
przestaniemy pielęgnować te uczucia może dojść do fazy relacji pustej,
która z kolei doprowadza do rozpadu więzi. Oczywiście nie musi się tak
zdarzyć - wszystko zależy od nas!
Być może w Waszym przypadku doszło do spadku namiętności, co odczytuje
Pani jako znudzenie. Warto w takiej sytuacji zadbać o urozmaicenie
związku. Dodać nowe elementy, które wzbogacą życie seksualne, ponownie
rozpalą wygasłe uczucia. Proszę zastanowić się jakie działania
zniwelowałyby poczucie stagnacji i znudzenia, a następnie zaproponować
ich realizację mężowi. Związek dwojga ludzi może się zamienić we
wspaniałą przygodę!
Pozdrawiam serdecznie
Anna Zawadzka, seksuolog
Widmo przeszłości
Widmo przeszłości mojego narzeczonego. Jak sobie z tym poradzić?
Mój narzeczony ma dziecko z inną kobietą. We wczesnej młodości oboje wpadli. Teraz on płaci alimenty i regularnie odwiedza tę dziewczynę i ich dziecko. Niestety stale mówi o byłej, co prawda zawsze negatywnie, ale bardzo to przeżywa. Przy każdej okazji przytacza jej zachowanie, opowiada o jej strasznej rodzinie. Niby jej nie znosi, ale widzę, że nie umie się od niej uwolnić, ona jest wciąż częścią jego życia. Widzę, że stale o niej myśli, nawet jeśli tylko negatywnie. Nie umiem żyć z jej widmem. Co robić?
Odpowiedź seksuologa:
Pisze Pani, że narzeczony kontaktuje się ze swoim dzieckiem i jego mamą. To naturalne, że pragnie utrzymywać te relacje. Czuje się odpowiedzialny za potomka i chce uczestniczyć w jego życiu oraz wychowaniu. Problemem jest fakt, iż narzeczony często wspomina o swojej byłej partnerce. Co prawda, wypowiada się o niej negatywnie, jednak czuje Pani, że duch tamtej kobiety cały czas krąży w Waszym życiu. To normalne, że ta sytuacja jest dla Pani dyskomfortowa i wywołuje przykre emocje.
Proszę porozmawiać z partnerem o swoich uczuciach, wyjaśnić mu, że opowieści o byłej są dla Pani męczące. Warto także zapytać, jak on widzi przyszłość Waszego związku, który tak naprawdę bardziej przypomina trójkąt niż diadę. Partner powinien zmienić swoje postępowanie. Nie możemy żądać, by ograniczył kontakty z dzieckiem, ale możemy poprosić o zmniejszenie czasu spędzanego z byłą dziewczyną. Nie musi ona przecież uczestniczyć w każdej jego wizycie. Ponadto spotkania z dzieckiem mogą odbywać się także u Was albo w neutralnym miejscu. Ma Pani prawo wymagać od narzeczonego, aby nie pielęgnował swoich emocji do byłej partnerki na gruncie Waszego obecnego związku.
Pozdrawiam serdecznie
Anna Zawadzka, seksuolog
Chorobliwa zazdrość
Mój facet jest chorobliwie zazdrosny.
Mimo że staram się nie dawać mu pretekstów i bardzo się pilnuję, on zawsze się czegoś czepia. Straciłam już kompletnie kontakt z wszystkimi kolegami, bo on w każdym mężczyźnie upatruje zagrożenia. Wciąż wypomina mi moich byłych chłopaków. Nie wiem, dlaczego jest tak mało pewny siebie. Ja tak bardzo go kocham. Już nie wiem, jak mam z nim rozmawiać, boję się, że niedługo on całkiem odetnie mnie od innych mężczyzn.
Odpowiedź seksuologa:
Na zazdrość składają się uczucia stanowiące reakcję na spostrzegane niebezpieczeństwo grożące związkowi. Zazdrość wzbudzają sygnały zainteresowania rywali partnerką bądź też oznaki niewierności partnerki. Z listu wynika, że Pani nie daje swojemu mężczyźnie żadnych powodów, by czuł się w jakikolwiek sposób zagrożony. Pomimo to on okazuje chorobliwą zazdrość. Jednocześnie ogranicza Pani relacje z kolegami i manipuluje życiem towarzyskim. Takie zachowanie u partnera najprawdopodobniej wynika z jego zbyt niskiej samooceny lub też z przykrych doświadczeń z przeszłości, które ukształtowały nieufność wobec kobiet. W tej sytuacji żadne Pani działania udowadniające wierność nie będą skuteczne. Niezależnie od Pani zachowania partner zawsze będzie widział zagrożenie. Pani chłopak powinien najpierw uporać się z własnymi problemami. Jeśli nie jest w stanie zrobić tego sam, proszę zasugerować mu wizytę u psychologa. Rozmowa ze specjalistą może pomóc mu w zrozumieniu mechanizmów kierujących jego zazdrością oraz rozwiązaniu nurtujących problemów.
Pozdrawiam serdecznie
Anna Zawadzka, seksuolog




