Miłość najcenniejsza jest tylko za życia

Cały czas mam w głowie obrazy, które serwowała telewizja podnośnie pary prezydenckiej po katastrofie samolotu w Smoleńsku. Najbardziej uderzał fakt, że każda ze stacji telewizyjnych pokazywała parę prezydencką, jako bardzo kochające się małżeństwo (pewnie tak w istocie było), które mimo prowadzenia życia publicznego, jako głowy państwa, umiało w tym całym zamieszaniu, zachować miłość, godność i wzajemne zrozumienie. To fantastyczne obserwować takie pary. Szkoda tylko, że pokazywane dopiero po ich tragicznej śmierci.

Pokazywanie małżeństwa, jako fajnego sposobu na życie, jest bardzo chwalebne i my w Psychoradzie, będziemy starać się, aby osoby do nas zgłaszające się, czy to single czy osoby w związkach, też mogły docelowo mieć małżeństwo swoich marzeń. Jednak absolutnie za swojego życia. Legendy o idealnym małżenstwie, po śmierci danej pary niczemu nie służą. A danej parze już najmniej.

Życie toczy się za życia. To żyjąc sztuką jest, aby osoby obserwujące nas, widziały ludzi szczęśliwych i spełnionych. Bez niepotrzebnego splendoru, przykrytego maską obłudy i hipokryzji.

Para, aby uchodziła za kochająca się, musi spełnić jeden tylko warunek. Musi się kochać. Tylko tyle. Jeśli brzmi to głupio, to przypominam, że liczba rozwodów w Polsce stale rośnie. W idealnej sytuacji wystarczy podpisać kilka papierków i pójść na rozprawę rozwodową.

Jak to ma się do miłości, która "nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie."

(NT, 1 Kor 13)

Nie można komuś zabrać swojej miłości, bo ona jeśli trwa, to się nigdy nie kończy. Kończy się nasza dobra wola, ego wysuwa na pierwszy plan, mogą wystąpić problemy, których nie ogarniamy, ale to tylko zewnętrzna otoczka. Miłość, płynąca z wnętrza serca jest zawsze. Wystarczy, jak do ogniska, podrzucić nowe drwa, aby płonęła nadal. O miłość trzeba dbać, tak samo jak o posiadane ubranie, meble czy samochód. Nie sztuką jest bez przerwy uganiać się za nową miłością. W ten sposób nigdy nie zbuduje się trwałego związku, tylko ciągle trwać będzie na fazie pierwszej tj. próbie zbudowania go. Drobne nieporozumienia czy "niezgodność charakterów", tak popularnie wpisywana w pozew rozwodowy, powinna być ostatnią alternatywą. Rozwód powinien być ostatnią alternatywą.

To bardzo ważne, aby mieć to na uwadze, ponieważ większość osób, nie rozumie, że biorąc ślub, ślubuje faktyczną przysięgę wobec siebie i wszystkich zgromadzonych osób.

Tak brzmi tekst przysięgi małżeńskiej podczas ślubu kościelnego: "ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to że Cię nie opuszczę aż do śmierci."

A tak podczas ślubu w USC:

"Świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuje w związek małżeński z (...imię) i przyrzekam, że uczynię wszystko aby nasze małżeństwo, było zgodne, szczęśliwe i trwałe."

UCZYNIĘ WSZYSTKO, ABY NASZE MAŁŻEŃSTWO, BYŁO ZGODNE, SZCZĘŚLIWE I TRWAŁE. ŚLUBUJĘ CI MIŁOŚĆ, WIERNOŚĆ I UCZCIWOŚĆ MAŁŻEŃSKĄ.

To poważna decyzja i należy najpierw poważnie się zastanowić, czy jesteśmy w stanie trwać przy ukochanej osobie w chwilach trudnych. Bo w prostych być obok, bawić się, imprezować czy żyć na wysokim poziomie materialnym, jest naprawdę łatwo. Problemy zaczynają się, jak zaczyna brakować tych dobrych chwil i pojawiają się trudności w postaci przeciążenia pracą zawodową, opieką nad dziećmi, wkracza brak pieniędzy, gdy okazuje się, że nie było pomiędzy osobami w związku prawdziwej miłości i przyjaźni, a tylko lekko pojęta zabawa.

I tu właśnie zaczynają się piętrzyć trudności w związku, bo para dochodzi do momentu w którym, oboje partnerzy czują się oszukani. Oboje myśleli, że całe życie będzie łatwo, nikt ich nie uprzedził o trudnościach życia codziennego, a tu okazuje się, że życie to nie zabawa. To obowiązki, ograniczony czas wolny, konieczność wykonywania prac, na które nie zawsze ma się ochotę, wizyty u teściów, którzy tak bardzo się od nas różnią, itd.

Bez miłości, tej faktycznej wypływającej z serca, przejście trudnych sytuacji nie jest możliwe. Gdy zamyka się serce na drugiego człowieka, do gry wchodzi ego. A gdy zaczynamy słuchać swojego ego (czyli utartych poglądów i schematów zachowania wgrywanych przez całe życie), przestajemy patrzeć na związek, jako na wspólnotę dwóch czy więcej osób (jeśli są dzieci). To już koniec związku.

Jeśli każdy z partnerów postępowałby według słów "uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo, było zgodne, szczęśliwe i trwałe" liczba rozwodów by drastycznie malała. Niestety nie maleje, bo łatwiej jest psuć niż naprawiać. Łatwiej jest wziąć rozwód, niż wrócić do źródeł miłości. Łatwiej zwalić winę na partnera, niż samemu wziąć odpowiedzialność za wspólne życie, a przecież:

"Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma."

(NT, 1 Kor 13)

To akurat chrześcijański przekaz biblijny, ale nie ważne jakiej się jest wiary - każda wiara głosi miłość. Pamiętajmy, że "rozwód jest złem. Ale nie jest patologią. Patologią jest to wszystko, co doprowadza do rozwodu." - prof. Maria Jarosz, socjolog z PAN

Nic tak nie umacnia związku, jak szczere, ciepłe rozmowy, w których faktycznie zależy nam na znalezieniu obustronnych korzyści. Nie negocjacjach handlowych, ale na serdecznej rozmowie.

Na zakończenie jeszcze cytat z Marii Kaczyńskiej, której przykładem rozpoczęłam niniejszy artykuł na temat związków: "[Mąż] mówi do mnie: kochanie, maluszku, babusiku, babiszonku, babuszku". Czy ckliwość, to wyraz słabości ze strony prezydenta, czy drobnostka budująca trwale fundamenty ich miłości? Ja wolę wierzyć w to drugie. Po prostu facet kochał swoją żonę i już. I nie wstydził się jej tego okazywać. A brak okazywania uczuć, prowadzi do ich zaniku. Skąd możesz wiedzieć, że partner darzy Cię uczuciami, jak Cię nie przytula, nie mówi, że kocha, nie rozpieszcza? Nie da się. Te wszystkie drobne gesty, to drewka do podsycania żaru miłości.


Aneta Styńska
http://www.psychorada.pl/index.php?p=products


PS Żeby było jasne - nie popieramy i nigdy nie będziemy popierać związków patologicznych, w których panuje jakakolwiek forma przemocy. Uważam jednak, że więksozść par, wyniszcza się nie dlatego, że tkwi w związku patologicznym, ale dlatego, że ludzie ani w swoim domu rodzinnym, ani później, nie zostali nauczeni codziennego życia rodzinnego.

 

_________________________________________________________________

Jak rozwiązać intymne problemy w Twoim związku
- profesjonalnie, skutecznie i anonimowo?

_________________________________________________________________

 

 

Jak kupować? Wybierz produkt odpowiedni dla Ciebie Podaj nam swoje dane Dokonaj opłaty Aktywacja następuje w ciągu 24 godzin od momentu wpłaty środków